Polityka

W znaczeniu potocznym polityka to sztuka kierowania, a zatem wyznaczania celów, podejmowania decyzji i ich egzekwowania. Tak rozumiana polityka może się więc odnosić nie tylko do instytucji państwa, ale także do wszelkiego rodzaju podmiotów, które wyznaczając sobie jakieś strategiczne cele podejmują wysiłki zamiarem ich realizacji. Możemy zatem mówić o polityce danej firmy, polityce kadrowej klubu sportowego czy wreszcie polityce szkoły (stawianie na wychowanie i tworzenie przyjaznych warunków do rozwoju społecznego czy też inwestowanie jednostki wybitnie zdolne).

Nas jednak interesuje wąskie rozumienie słowa polityka, w którym oznaczałoby ono sposób zdobycia i sprawowania władzy w państwie. Polityka byłaby zatem działalnością bardzo złożoną, do której zaliczylibyśmy wszystkie formy aktywności, których celem jest wyniesienie danych osób na określone stanowiska oraz realizacja sprawowanych przez nie funkcji. Przy takim rozumieniu tego zjawiska widać wyraźnie, iż pojęcie polityki w dużo większym zakresie będzie odnosiło się do systemu demokratycznego, niż do autorytaryzmu, a jeszcze silniej niż do totalitaryzmu. Dlaczego? Gdyż w tym systemie przestrzeń politycznej „gry” jest największa. W demokracji polityka to nie tylko skomplikowane zabiegi mające na celu zdobycie władzy (a zatem kampania wyborcza, stosowany w niej język, przyjmowane strategie czy tworzone wizerunki), ale także sposób realizacji obranych celów, zawierane koalicje i stosowany polityczny marketing i PR mający na celu podtrzymywanie wysokiego poparcia społecznego. W systemach niedemokratycznych większość z tych zabiegów nie ma znaczenia, gdyż politykę zdobywa się siłą, bądź rozgrywa ją w bardzo wąskim gronie przedstawicieli partii (rozgrywki wewnątrzpartyjne w celu przejęcia władzy przez daną osobę). Brytyjski filozof – Kenneth Minogue – uważa, iż despocji nie można zaliczyć do sfery polityki, gdyż wyklucza ona ten jej czynnik, który ją konstytuuje, a co nazywamy „grą” polityczną. W konsekwencji nie istnieje też w despocji to, co określa się mianem „sceny politycznej”, gdyż do jej istnienia niezbędna jest pewna przestrzeń wolności, w której ścierają się ze sobą rozmaite możliwości i modele działania.

Podobnie w sferze międzynarodowej – tam, gdzie nie stoją naprzeciwko siebie dwa suwerenne podmioty, nie mamy do czynienia z polityką, ale formą dyplomatycznej despocji. Przykładem może być choćby zależność powojennej Polski (po 1945 r.) i jej władz od Związku Radzieckiego. Zależność ta nie była pełna, stąd też polityka oczywiście istniała, jednak była w znacznym stopniu ograniczona. Patrząc na to z drugiej strony można wskazać przykład wojny w Iraku jako na formę rozgrywania politycznych wpływów w Europie przez Francję i Niemcy przeciwko Stanom Zjednoczonym. Wszystkie trzy podmioty należały przecież nie tylko do świata demokratycznego, ale również do jednego sojuszu wojskowego (NATO), a jednak określone interesy Francji i Niemiec sprawiły, iż nie wzięły one udziału w wojnie przeciwko reżimowi Saddama Husajna, dokonując zdecydowanej krytyki działań George’a Busha.

Polityka zatem to wdrażanie. Wdrażanie określonego projektu w życie i stosowanie wszelkich środków niemilitarnych, do jego realizacji. Polityka zatem to perswazja i przekonywanie. Targ. Jeśli do działania wkracza wojsko, kończy się polityka, a zaczyna gra wojenna. Ta granica jest jednak bardzo cienka, gdyż niejednokrotnie działania należące sensu stricto do sfery polityki ocierają się o zbrojny konflikt. Szczególnie wtedy, gdy środki militarne stają się elementem rozgrywki politycznej (np. groźba użycia broni atomowej w czasie „zimnej wojny”), bądź też gdy w tle toczącej się wojny polityka dokonuje działań mających zmienić jej oblicze (konferencja w Jałcie, Ameryka w okresie wojny w Wietnamie, budowanie koalicji antyirackiej w czasie wojny w Iraku oraz jej krytyka przez Niemcy i Francję).

Pytanie zatem: Czy polityka to wyłącznie te działania, które nie opierają się na użyciu siły? Odpowiedź brzmi: nie. Albo też – niezupełnie. Siła to istotny element polityki. O możliwość używania siły walczą przecież rywalizujące ze sobą partie, gdyż przejęcie władzy nie jest niczym innym jak właśnie prawem do siłowego wprowadzania zmian. Jednak ta siła jest szczególnego rodzaju: ma charakter prawnej procedury. Siła rozumiana jako zbrojne ramię państwa – wedle Kennetha Minogue’a – nie należy do sfery wąsko rozumianej polityki. Gdy bowiem 13 grudnia 1981 roku Wojciech Jaruzelski decydował się wyprowadzić na ulice wojsko, kończyła się polityka, a zaczynało coś o charakterze ogólnospołecznej pacyfikacji, albo – jak twierdzą niektórzy publicyści – wojny domowej, w której władza wystąpiła przeciwko swojemu własnemu społeczeństwu. Oczywiście: władza polityczna może stosować siłę fizyczną w postaci policji (milicji) i wojska, gdyż podlegają one jej decyzjom. Jednak jeśli ich użycie następuje wbrew procedurom, przestaje to być polityką, a staje się po prostu działaniem przestępczym.

W państwie demokratycznym, za polityczne uznaje się tylko to, co wiąże się bezpośrednio z wpływaniem na władze: wybory powszechne, kampania wyborcza, działalność partii politycznych, głosowania parlamentarne, podpisywanie umów międzynarodowych, podejmowanie decyzji administracyjnych… Często za polityczne uważa się także działania ośrodków medialnych, które w realizowanym materiale (przekaz telewizyjny, prasa), stają się niejako uczestnikiem prowadzonej politycznej gry. W takich przypadkach media nie są już tylko „przekaźnikiem” wydarzeń i forum wymiany myśli, ale stanowią niejednokrotnie bardzo wąsko wyspecjalizowane narzędzie do propagowania określonych idei politycznych. Takie media potrafią mieć swoje długofalowe strategie oraz swoich politycznych sympatyków i wrogów. Nie będzie zaś polityką to, co stanowi przedmiot działania społeczeństwa obywatelskiego – nawet wtedy, gdy ma z polityką związek. Przykładem może być działalność instytucji organizujących panele dyskusyjne z udziałem polityków, dziennikarzy i innych osób publicznych (jakichś uznanych autorytetów) na tematy sensu stricto polityczne.

Wyrażanie swoich poglądów politycznych w państwie demokratycznym uznaje się za podstawowe prawo człowieka, które dopóki nie nawołuje do nienawiści rasowej, narodowej religijnej czy jakiejkolwiek innej, nie może być w żaden sposób ograniczone. Scena polityczna jest domeną ucierania się poglądów i nie istnieje żaden pogląd, który miałby w momencie wyjściowym cechy bardziej czy mniej słusznego. To społeczeństwo w procesie wyborczym – poprzez głosowanie na partie będące utożsamieniem określonych idei i postaw – decyduje czemu przyznać status ważności bądź politycznego marginesu.

W systemie autorytarnym obszar tego, co politycznie dostępne jest już znacząco zawężony. Prywatnie wyznawane poglądy nie stanowią jeszcze podstaw do zastosowania ograniczeń, ale przywołany powyżej przykład debaty czy panelu dyskusyjnego już tak. Wynika to z faktu, iż władza patrzy na społeczeństwo paternalistycznie, uważając iż nie jest ono zdolne do samodzielnego poznania słusznych politycznych idei. Stąd też w państwie autorytarnym szkoły uczą w oparciu o określone wykładnie myślenia, a zrobienie niestosownej (to znaczy niezgodnej z nakazami władzy) uwagi może grozić jeśli nie utratą pracy, to z pewnością reprymendą szefa placówki edukacyjnej.

W totalitaryzmie sfera polityki nie istnieje. A to dlatego, iż polityczne jest w zasadzie wszystko – nie tylko to, co w jakiś sposób wiąże się z państwem i władzą (np. wyznawane bądź manifestowane poglądy), ale także rzeczy nie stanowiące odniesienia do polityki: od sposobu ubierania się, poprzez czytaną literaturę, a kończąc na słuchanej muzyce. A skoro wszystko jest polityczne, to także owo „wszystko” może stanowić dla ludzkiej wolności bądź życia prawdziwe zagrożenie. I to dosłownie. Jeśli więc słuchasz niewłaściwej muzyki, czytasz niewłaściwe książki, albo niewłaściwie się ubierasz – możesz stracić sporo świętego spokoju, pracę, a może też wolność. W totalitaryzmie żaden aspekt ludzkiego życia nie jest pozostawiony samemu sobie. A to sprawia, iż na politykę rozumianą jako „ucieranie się” nie ma w ogóle miejsca. O polityce w tym wypadku można mówić tylko w odniesieniu o relacjach w stosunkach międzynarodowych. W stosunkach wewnętrznych sfera polityki niemal nie istnieje. A jeśli można o niej mówić to ograniczywszy ją co najwyżej do wewnętrznych rozgrywek między członkami rządzącej partii (jak w przypadku przejęcia władzy w Związku Radzieckim przez Stalina czy Chruszczowa).

Klasycznym przykładem polityki były wydarzenia Okrągłego Stołu. W dwóch wymiarach: tego co się w okresie od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 r. wydarzyło, i tego co z tym uczyniono już potem – w wolnej Polsce. Negocjacje przedstawicieli władz komunistycznych z reprezentantami opozycji solidarnościowej stanowiło politykę w ścisłym tego słowa znaczeniu. To, w jaki sposób podjęto ostateczne decyzje, kto z kim wchodził w sojusze, kogo zmarginalizowano w rozmowach, jakie były mechanizmy prowadzenia rozmów – to w ścisłym sensie polityka. Ale ta kwestia ma swoją drugą odsłonę – zresztą niezmiernie ciekawą. Wydawało by się, iż sprawy przeszłości stanowią domenę historii i nie powinny być politycznie rozgrywane. Jednak wydarzenie z przeszłości to nie tylko fakt, ale też jego interpretacja, pozwalająca w taki a nie inny sposób rozumieć rzeczywistość. Stąd też po 1989 roku bardzo skrupulatnie „zajęto się” historią. Upolityczniono ją. Upolityczniono odczytywanie znaczenia wydarzeń Okrągłego Stołu (każde środowisko ma swoją wersję), ale też upolityczniono wszystko, co wiązało się z rozliczeniem z okresem komunistycznym, a zatem z procesem lustracyjnym i dekomunizacyjnym. Nie uczyniono tego przemocą, ale właśnie ową specyficznie pojętą „grą”, która rozgrywała sprawy przeszłości w taki, a nie inny sposób. Uznano, iż nie są to sprawy tylko dla historyków, gdyż konsekwencje, jakie z sobą niosą mogą okazać się zbyt znaczące. Wiedza o przeszłości została więc reglamentowana i nie dopuszczono do swobodnej dyskusji na ten temat. Podobnie jak w przypadku Katynia w Rosji, wojen wandejskich we Francji czy mordu na Ormianach w Turcji. Polityka bowiem to rozgrywka o sposób odczytywania historii. Sposób organizowania zbiorowej świadomości. A zatem to określona ideologia mogąca z różnych – teoretycznie niepolitycznych rzeczy – czynić centralną domenę polityki.

Panel klienta

Nazwa użytkownika:

Hasło:

Polecane Publikacje
Słownik Licealisty

Wiedza o społeczeństwie - maturalna praca pisemna

Wiedza o społeczeństwie - Analiza tekstów źródłowych