Interwencjonizm

Jest to doktryna polityczno – ekonomiczna opierająca się na przekonaniu o koniecznym udziale państwa w funkcjonowaniu systemu gospodarczego i określająca warunki jego uczestnictwa w obrocie gospodarczym. Interwencjonizm jest formą „trzeciej drogi” dla dwóch antynomicznych koncepcji: doktryny liberalizmu gospodarczego i doktryny gospodarki centralnie planowanej. Twórcy tej idei choć są krytyczni wobec pełnej kontroli państwa nad gospodarką, to jednak wychodzą z założenia, iż mechanizmy wolnorynkowe nie są w stanie samodzielnie kształtować skutecznie działającego rynku. Stąd też niezbędne ingerowanie państwa w gospodarkę.

W literaturze ekonomicznej sformułowano do tej pory bardzo wiele argumentów przemawiających na rzecz interwencjonizmu. Gospodarka to cały zespół skomplikowanych mechanizmów i czynników, które splecione ze sobą mogą zarówno prowadzić do wzrostu zamożności danego społeczeństwa, jak i jego ubożenia. Dobra, skuteczna gospodarka to ta, która prowadzi do rozwoju, albo przynajmniej w czasie różnorakich kryzysów radzi sobie możliwie najlepiej i minimalizuje straty. Twórcy teorii interwencjonizmu uważają, iż gospodarka pozostawiona jedynie ludzkiej przedsiębiorczości nie potrafi sama sobie poradzić z tym problemem. Trzeba w niej bowiem niekiedy stosować działania, które nie staną się elementem wolnego wyboru przedsiębiorców.

Na czym polega owa państwowa interwencja? Zobaczmy to na przykładach. Trzema bodaj najbardziej znanymi działaniami interwencyjnymi państwa były kolejno: polityka New Deal w Stanach Zjednoczonych w czasie wielkiego kryzysu lat 30 XX wieku, polityka gospodarcza nazistowskich Niemiec po dojściu Hitlera do władzy oraz plan Marshalla w państwach Europy Zachodniej po II wojnie światowej. W pierwszych dwóch przypadkach mieliśmy do czynienia z działaniem państwa w warunkach kryzysu gospodarczego, w trzecim z odbudową zrujnowanych gospodarek po wyniszczającej wojnie. We wszystkich tych przypadkach pytania były jednak te same: W jaki sposób pobudzić gospodarkę do wzrostu koniunktury? Jak doprowadzić do sytuacji, w której powstawać będą nowe miejsca pracy, w skutek czego zmniejszy się bezrobocie? W jaki sposób ograniczać rosnąca inflację? To kwestie rzecz jasna najważniejsze, choć przecież wiadomo, że można tu wymienić całkiem spory ich katalog. Punktem wyjścia do odpowiedzi na te pytania jest stwierdzenie, że ogólny poziom sytuacji gospodarczej (a zatem poziomu produkcji, zatrudnienia i dochodów) wynika z realizowanych w niej inwestycji. To bowiem inwestycje nakręcają korzystną koniunkturę i w efekcie zwiększają ilość tworzonych miejsc pracy. Jednak nie zawsze (a w przypadku kryzysów w szczególności) samoregulacyjne mechanizmy wolnego rynku zdają w tej kwestii egzamin. Racjonalne inwestowanie to element planowania, który można realizować w warunkach przewidywalności. Kryzys jednak do takich nie należy. Stąd też – wedle zwolenników teorii interwencyjnych – niezbędna jest właściwa postawa państwa pobudzająca rynek. Przykładem zastosowanym zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i w Niemczech w okresie międzywojennym były czynione przez państwo inwestycje („pompowanie pieniędzy” w gospodarkę) i realizowane prace interwencyjne. Trafiające w ten sposób do społeczeństwa pieniądze były wydawane na konsumpcję, a ta z kolei wzmagała możliwości produkcyjne i inwestycyjne sektora prywatnego.

Interwencjonizm jednak to nie tylko czas kryzysu, ale także realizowanie pewnych działań bez względu na okoliczności. Klasycznym przykładem jest choćby prowadzenie przez państwo polityki socjalnej. W każdym państwie istnieje jakaś polityka podatkowa, jednak to, jaki jest jej zakres budzi rozliczne spory. Jeżeli bowiem uznamy, iż celem jest nie tylko utrzymanie koniecznych instytucji, ale także wyrównywanie szans i redystrybuowanie dochodu pośród obywateli, wtedy pojawi się problem jak to ostatecznie wpływa na gospodarkę. I czy przynosi rzeczywiste długofalowe korzyści. Skądś trzeba wziąć pieniądze na realizację takiego planu, a realizowanie tego poprzez podatki (tzw. progresywny system podatkowy) obciąża przedsiębiorstwa, które mogłyby te pieniądze zainwestować i stworzyć miejsca pracy. To kluczowy argument liberalnej krytyki interwencjonizmu.

Innym przykładem interwencjonizmu jest dotowanie nierentownych przedsiębiorstw (oddłużanie, kredyty, sztuczne finansowanie zatrudnienia), co jest argumentowane ochroną miejsc pracy. Oczywistym jest, iż nikt nie lubi podejmować decyzji o zwolnieniu ludzi z pracy, jednak powstaje pytanie o zasadność polityki dotowania. Czy koszt takiego rozwiązania długofalowo nie przynosi skutków wielokrotnie gorszych niż realizacja nawet masowych zwolnień? W przeciwnym razie utrwala się sytuację, w której pieniądze wydawane na utrzymanie danego przedsiębiorstwa są po prostu marnowane. Firma nie dość, iż nie przynosi dochodu (a zatem płaci pracownikom z nie swoich pieniędzy), to często także nie płaci składek na świadczenia społeczne.

Wśród celów polityki interwencyjnej można także wymienić i inne: wspieranie ważnych społecznie dóbr, które nie znajdują źródeł samofinansowania w wolnym obrocie rynkowym (różnego rodzaju wytwory kultury, renowacja zabytków, czy też finansowanie akcji zwalczających rozmaite patologie), likwidowanie różnic społecznych poprzez utrzymywanie publicznej edukacji i publicznej służby zdrowia, prowadzenie inwestycji strategicznych (budowa autostrad, zakładów energetycznych), czy wreszcie zwalczanie inflacji. Ten ostatni element wydaje się zresztą budzić najmniej zastrzeżeń, co nie znaczy, iż nie ma swoich przeciwników.

Panel klienta

Nazwa użytkownika:

Hasło:

Polecane Publikacje
Słownik Licealisty

Wiedza o społeczeństwie - maturalna praca pisemna

Wiedza o społeczeństwie - Analiza tekstów źródłowych