— Źródła urazy – czyli słów kilka o strzelaniu focha —

Obrażanie się to zachowanie naturalne. Przydarza się także ludziom najbardziej opanowanym i zdystansowanym do siebie. Tylko dlaczego zatacza coraz szersze kręgi i tyle w nim absurdu? Stało się czymś tak nieznośnym, iż nachodzi nas pytanie skąd bierze się ta ogromna fala twarzy pełnych pretensji i karzących otoczenie komunikatów.

O tym, że w naszym zachowaniu stosujemy mechanizmy, nazywa- ne potocznie „obrażaniem się”, to żadna nowość i odkrycie. Z pewnością każdy z nas pamięta sytuacje, w których jako dzieci potrafiliśmy stosować wymyślne formy dąsów i całego arsenału teatralnych min. Zapewne naocznie doświadczają tego ci, którzy są rodzicami. Ale przecież tzw. strzelanie focha nie przechodzi z wiekiem. Nie jest formą przypisaną do określonego wieku, ale raczej stanowi właściwość braku umiejętnego radzenia sobie z własnymi emocjami i rozumienia tworzących je mechanizmów.

W ostatnim czasie obrażanie wyszło jednak z dotychczasowych ram i stało się wszechobecnym sposobem komunikowania światu własnych krzywd. Ileż to ostatnio słyszeliśmy komunikatów (w telewizji, Internecie i prasie), że oto „Schetyna obraził się na Kaczyńskiego”, a „Prezydent obraził się na rząd”, albo też, że „Prezydent obraził się na media”. Podmiotami obrażającymi się są nie tylko dzieci, ani nawet przeciętni dorośli, ale osoby, których działanie decyduje o naszym bezpieczeństwie i standardzie życia.

Zapytany przez Rzeczpospolitą dr Jarosław Pasek, filozof i socjolog, twierdzi, iż „obrażanie się jest procesem naturalnym”. Według niego „okazuje się, że w drodze ewolucji przyswoiliśmy sobie zachowania, którymi możemy skutecznie ukarać innych, manipulować nimi. – Nasze czasowe ochłodzenie stosunków z osobą, która nas obraziła, ma jej dać do zrozumienia, jak wielki popełniła błąd. Oczekujemy, że to zrozumie, poprawi się i jeszcze nas przeprosi”.

Problem z obrażaniem polega na tym, iż „obrazić się można za wszystko i na każdego, a język potoczny żywo podąża za zjawiskiem, używając do jego opisania coraz bardziej popularnego zwrotu <<strzelić focha>>.” Najgorsze jednak w mechanizmie tym jest to, iż „z obrażalskim trudno się porozumieć, bo w jego przekonaniu to on, nie my, ma rację”. Osoba obrażona odczuwa i postrzega minione fakty (określone wydarzenie, wypowiedziane słowa itp.), jako coś, co było skierowane przeciwko niej. Odczuwa przykrość, która staje się na tyle dominującym elementem uczuć, iż przestaje działać racjonalnie, a jej działania organizuje afekt wynikający z owych uczuć.

Pytanie oczywiście: Kim jest osoba, która się obraża? Odpowiedź: Człowiekiem, któremu brak dystansu do siebie, i który ma zaburzone poczucie własnej wartości (zarówno zaniżone, ale także – co może zaskakiwać – zawyżone). Normalnie każdy człowiek ma swoje granice, których naruszenie uważa, za coś niestosownego. Borni ich i w momencie, gdy ktoś je narusza komunikuje w sposób otwarty, że nie akceptuje określonego zachowania. Werbalizuje emocje i nie pozwala, by wylewały się one potokami na sprawcę określonych uczuć. Ktoś, kto ma problem z własnymi emocjami, w momencie przekroczenia granic działa odruchowo. Odczuwa jedynie falę ogarniających go uczuć (złości, zażenowania, gniewu, żalu, poczucia krzywdy) i najczęściej zamiast wypowiedzieć swoje uczucia, ubiera je w określone zachowanie, którego adresatem mają być sprawcy odczuwanej krzywdy (złości, żalu itp.).

„Postawa osoby, która się obraziła i zaprzestała komunikowania się, mówi: <<Zraniłeś mnie, zrobiłeś coś źle, ale zostaw mnie w spokoju, nie chcę z tobą rozmawiać>> – tłumaczy psycholog Joanna Boj. Dojrzała reakcja polega na jasnym wyrażeniu swoich uczuć i pozostawieniu szansy na kontakt, choć jest to czasem trudne, szczególnie gdy ktoś reaguje impulsywnie jak dziecko.”

Można zapytać: „Czy zatem obrażanie się jest postawą niedojrzałą, rozgrzeszaną tylko u dzieci?” Psycholog Joanna Boj uspokaja: „Każdy z nas ma w sobie wewnętrzne dziecko, które lubi się odzywać szczególnie w stresujących i emocjonalnych sytuacjach. Nie zawsze więc zachowujemy się jak racjonalni dorośli. I nie ma w tym nic złego, póki <<dziecko>> nie zacznie dominować i przejmować kontroli nad naszym życiem”. Problem jednak w tym, iż obrażanie się jest doświadczeniem, które może być całkowicie nieuświadamiane sobie przez obrażającego się. Istnieje pewna liczba takich zachowań, która ma charakter intencjonalny (to znaczy być formą wyrafinowanego narzędzia do wywierania nacisku na innych), jednak wydaje się, iż większość przypadków do tego nie należy. Są to najczęściej pewne mechanizmy wykształcone w przeszłości, które stały się swoistym sposobem bycia. Kiedy więc na skutek określonego zdarzenia (doświadczonego zawodu) jakaś osoba przyjmuje postawę obrażenia się, jest przekonana (a jej emocje ją w tym utwierdzają), że tak należy. Że jest t słuszne. Że ten, kto popełnił błąd powinien go naprawić. Problem jednak w tym, iż osoba obrażona nie komunikuje o jaki błąd chodzi. Zamyka się w określonej postawie uważając, iż <<sprawca>> sam powinien dostrzec swój błąd. Powinien przyjść i przeprosić. Nie istnieje możliwość powiedzenie mu o tym, bo w ten sposób niejako (w oczach obrażonego) takie przeprosiny byłyby <nie ważne>>. Źle pojęty honor nie pozwala na to, aby upomnieć się o to słowo, na które czeka. A mijający czas sprawia, iż sytuacja szybko traci na jasności. Zostaje więc obrażony ze swoimi uczuciami, wobec których traci się moc eksplanacyjną (wyjaśniającą). Dramat takiej sytuacji polega na tym, iż ma ona silne zdolności do utrwalania się. Relacja stygnie i traci się czas i możliwość tworzenia pięknej, twórczej relacji.

Trudno wyjaśnić skąd bierze się w człowieku taka zdolność do strzelania focha. „Eric Berne, amerykański psychiatra, twórca koncepcji analizy transakcyjnej, ukazuje, że na co dzień funkcjonujemy tak, jakbyśmy posiadali w sobie trzy osoby: dziecko, rodzica i dorosłego. Każda z tych postaw to odmienny sposób komunikowania się z otoczeniem. Dorosły jest świadomy pojawiających się w nim emocji, obiektywnie analizuje sytuację. Potrafi stawiać granice w kontakcie z innymi. Rodzic przeważnie komunikuje się poprzez doradzanie, pouczanie, grożenie. Dziecko natomiast jest spontaniczne i emocjonalne. Każdy człowiek w kontaktach z innymi ludźmi – czy to osobistymi, czy zawodowymi, czy nawet na stopie dyplomatycznej – korzysta ze wszystkich trzech aspektów: bycia dorosłym, rodzicem lub dzieckiem. Ważne jest jednak, w jakich to robi proporcjach. Spontaniczność wskazana jest jak najbardziej w zabawie, ale już reagowanie emocjonalne w sprawach wagi państwowej – niekoniecznie.”

Problemem jaki powstaje przy osobie obrażającej się jest to, iż trudno się z nią porozumieć, gdyż wedle jej przekonania to ona ma rację. Utwierdza ją w tym fakt, iż znajduje się pod wpływem silnych emocji, które niejako mówią jej: „No zobacz jaką krzywdę ci uczynili. Efektem tego jest unikanie komunikacji lub też odmawianie jej w przypadku, gdy druga strona („winny”) próbuje wszystko wyjaśnić. W ten sposób obrażanie się ma coś z postawy masochistycznej. Z jednej strony osoba obrażona pragnie uleczyć pęknięte relacje, chce powrotu do sytuacji bliskości, a z drugiej w jakiś przedziwny sposób podsyca w sobie mieszkający żal, jakby sprawiało jej to satysfakcję. Chce przeprosin, ale kiedy one już się pojawiają, jej uczucia naciskają na nią, by odwróciła się na pięcie i dała jeszcze silniejszy przekaz tego, jak bardzo została zraniona. To tworzy jakieś błędne koło, w którego wnętrzu jest sam obrażony. W jakiejś mierze z pewnością poszkodowany, może też realnie zraniony, ale dalej tworzący już swoisty uczuciowy matrix, którego staje się ofiarą.

„Sytuacja może być doprowadzona do absurdu, gdy osoby z otoczenia boją się już cokolwiek powiedzieć, by takiego obrażonego nie urazić dodatkowo. Dobierają wówczas starannie słowa, stają się przesadnie ostrożne i uprzejme, byle tylko nie pogorszyć sytuacji. Często o taką formę admiracji obrażonemu chodzi – jest w centrum zainteresowania i nareszcie wszyscy się z nim liczą”. Taka postawa jest to w dużej efektem różnych reakcji obronnych, które są efektem niskiego ego. „To dziecinna postawa w obronie potrzeb i uczuć, które mogły być w dzieciństwie ignorowane”. Jest tak dlatego, iż  – według Joanny Boj – „obrażanie się niesie ze sobą pewien rodzaj przyjemności i ulgi. Nie muszę rozmawiać na trudne tematy, nie muszę się konfrontować, mogę potarzać się w swoich emocjach. A przy okazji wiem, że drugiej stronie też nie jest przyjemnie, bo a nuż udało się wzbudzić w niej poczucie winy”.

Poza tym niejednokrotnie obrażanie się jest jakąś formą przeczekiwania, w którym sprawdzamy na ile jesteśmy dla kogoś ważni. Chcielibyśmy kontaktu, jednak nie podejmujemy go, gdyż uważamy, iż teraz to druga strona powinna wykazać się inicjatywą. To wszystko „w takiej sytuacji może przyjąć formę gry: <<Staraj się mnie odzyskać, jeśli ci zależy!>> – tu podtrzymywanie stanu obrażonego dziecka umożliwia odczuwanie przyjemności z tego, że partner będzie zabiegał o odzyskanie kontaktu”.

Istnieje wiele sposobów uzdrawiania w sobie tendencji do obrażania się. Przy czym słowo „uzdrawiania” zostało tu użyte z pełną świadomością, jako forma leczenia własnych uczuć i emocji. Człowiek zharmonizowany, o silnym poczuciu własnej wartości i braku neurotycznych odruchów, nie obraża się, tylko komunikuje swoje uczucia dążąc do wyjaśnienia. Pozytywnego rozwiązania sprawy. Ważne zatem, aby dokonać swoistego pierwszego kroku, „zauważyć u siebie taką tendencję i dostrzec absurdalność sytuacji. Można dać sobie chwilę na obrażenie się, czy raczej upuszczenie odrobiny emocji, ale potem należy wrócić do drugiej osoby i jasno wyrazić swoje odczucia. Każdy z nas ma prawo poczuć się urażony, zraniony czy niedoceniony, ale mamy wybór, co z tym dalej zrobić”.

Co jednak uczynić, „jeśli poczujemy się dotknięci do żywego? Mamy udawać, że nic się nie stało, żeby nas nie posądzono o obrażalstwo? Nic podobnego! Zdaniem psychologów poczucie bycia dotkniętym do głębi związane jest z naruszeniem naszych fundamentalnych wartości. – To nasz życiowy kompas. Wartości podpowiadają nam, co jest dobre i ważne, o co warto walczyć – mówi Joanna Boj. – Jeśli ktoś atakuje nasz fundament w taki sposób, że zaczynamy czuć zagrożenie, możemy poczuć się dotknięci. Podobna sytuacja jest wtedy, gdy ktoś bierze na cel (świadomie lub nie) naszą tożsamość, czyli najgłębsze poczucie tego, kim jesteśmy. Jeśli nasza tożsamość zostanie podważona, ktoś jej zaprzeczy lub ją znieważy, poczucie bycia urażonym jest jak najbardziej uzasadnione. I tylko pozostaje kwestia – jak zareagujemy. Możemy czuć się urażeni i o tym powiedzieć drugiej osobie (która może nie zdawać sobie sprawy z tego, co w nas wywołała) – próbując utrzymać kontakt, jeśli nam na nim zależy. Albo możemy po prostu, w ochronie swoich granic, uciąć kontakt, jeśli uważamy, że tak będzie najlepiej”. Warto jednak świadomie pytać się siebie: „Co zyskuję przez dane działanie?” Wizualizować sobie każdą z możliwości i iść za decyzją bardziej twórczą i konstruktywną. Nawet, jeśli w pierwszym odruchu to będzie uwierało. Ale tylko tak mamy szansę stać się w pełni wolnymi i dojrzałymi ludźmi. Komunikującymi swojemu otoczeniu (mężowi, żonie, przyjacielowi, dzieciom, rodzicom, współpracownikom itp.), że jakaś ważna wartość została naruszona.

Rafał Ott

Zaczerpnięte cytaty pochodzą z:
Renata Mazurowska, Bez obrazy, czyli jak nie strzelić focha, Rzeczpospolita

Panel ucznia

Nazwa użytkownika:

Hasło:

Zarejestruj się Zapomniałem hasła...
POWTÓRKA MATURALNA
ponwtśrczwptsobnie
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
       
     12
17181920212223
24252627282930
31      
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
       
Szkoła języków obcych Profi-lingua