— Umiejętności usilnie poszukiwane —

W dobie, w której wiele czynności realizuje za człowieka technologia, zmieniają się wymagania. Jednak nic nie przekreśli faktu, iż nawet w takich warunkach są określone umiejętności, które trzeba posiadać. Jakie? Na to właśnie pytanie próbuje odpowiedzieć Joanna Podgórska w Polityce.

Szkoła od niepamiętnych czasów służyła temu, aby wykształcać w uczniach określone treści. Wiedza bowiem zawsze była tym, co w edukacji stanowiło najcenniejszy towar. Jednak wraz ze zmieniającym się światem współczesna szkoła „coraz częściej rezygnuje z przekazywania informacji na rzecz kształtowania kompetencji. To one pozwalają aktywnie funkcjonować zawodowo, społecznie, życiowo, towarzysko. Listę tych kompetencji dyktują zmieniające się czasy, unieważniając lub marginalizując jedne na rzecz innych. W edukacji na świecie konkretne życiowe sprawności ustępują miejsca bardziej wysublimowanym umiejętnościom, jak na przykład asertywność albo niezależność myślenia” – twierdzi Joanna Podgórska.

Osoby urodzone przed wojną uczono w szkole takich rzeczy, jak kaligrafia, poprawna polszczyzna czy odpowiednie dla każdej sytuacji maniery. Oczywiście także umiejętności odpowiedzialne za troskę o dom, a zatem gotowanie, szycie, własnoręczne haftowanie bielizny pościelowej czy też płaszcza na zimę. W tym pokoleniu „uszycie na podstawie wykroju z „Burdy” bluzki czy sukienki było dość powszechną umiejętnością. W przeciwieństwie do prowadzenia samochodu, postrzeganego jako zajęcie męskie.” – zarysowuje obraz pierwszej połowy XX wieku publicystka Polityki.

Inaczej wyglądała sytuacja z pokoleniem powojennym. Dla niego szkolne życie przypadło na PRL, co miało określony wpływ na odbywane w szkołach zajęcia. Uczono się zatem rosyjskiego i różnych dziwnych umiejętności na przedmiocie zwanym zajęciami technicznymi. Nikt wtedy jeszcze nie myślał o obsłudze komputera – to zadanie trzeba było odrobić już w dorosłym życiu. Dziś wiemy, iż bez tej umiejętności (i to bynajmniej nie na poziomie podstawowym), nie mamy czego szukać przed niemal każdym pracodawcą. Podobnie jak bez znajomości angielskiego i prawa jazdy.
 
Pytanie o konieczne dziś umiejętności tygodnik Polityka zadał internautom. Umieścił „tam listę 40 różnych kompetencji: od praktycznych po społeczne i psychologiczne. Są wśród nich także takie, które mogą być oceniane negatywnie, a jednak przydatne w praktyce. Do wyboru były trzy możliwości: potrafię i korzystam z tej umiejętności, nie potrafię, a przydałaby mi się, to zbędne w dzisiejszych czasach. Pierwsze wyniki mogą być o tyle mylące, że ankietę wypełniali entuzjaści Internetu, stąd trudno się spodziewać, by ktokolwiek uznał za zbędne wyszukiwanie informacji w Internecie czy korzystanie z programów komputerowych.” – podkreśla Joanna Podgórska. I dalej pyta: „Które zatem kompetencje nasi respondenci uważają za najbardziej przydatne i równocześnie chwalą się ich posiadaniem? Założyć konto bankowe, zainstalować urządzenie na podstawie instrukcji, znaleźć błyskawicznie informacje w Internecie i w tradycyjnych źródłach, używać programów typu Word czy Excel, napisać CV, wybrać dla siebie odpowiednią literaturę.” Wedle publicystyki Polityki „uczestnicy wysoko ocenili swoje umiejętności społeczne. Ponad 80 proc. deklarowało, że potrafi precyzyjnie zaplanować własną pracę, rozwiązać życiowy problem, z którym wcześniej się nie spotkali, spokojnie dyskutować z kimś o odmiennych poglądach, znaleźć kompromisowe rozwiązanie w sytuacji konfliktu, z ufnością i otwartością odnieść się do człowieka o odmiennej orientacji seksualnej, rozpoznać manipulację emocjami w przekazie medialnym, np. reklamie (ponad 90 proc.!). Bliska 90 proc. była także grupa deklarująca, że potrafi wyrobić sobie własne zdanie na podstawie sprzecznych źródeł oraz przyznać się do błędu lub przeprosić, np. dziecko lub podwładnego.”

Jeśli chodzi zaś o te umiejętności, dla których padała najczęściej odpowiedź „nie potrafię, ale przydałoby mi się”, ankietowani przez Politykę odpowiadali: „rejestracja działalności gospodarczej, porozumiewanie się w dwóch językach obcych, dobór wina do obiadu, uprawianie modnych sportów typu golf, squash czy tenis, przemówienie bez tremy do kilkunastoosobowego audytorium, skrzyknięcie grupy do rozwiązania problemu (np. grupy sąsiadów do wywalczenia remontu ulicy).” Jak pisze dalej Joanna Podgórska „przy takich umiejętnościach jak radzenie sobie ze stresem w pracy, pogodzenie z porażką czy bycie asertywnym wobec zwierzchnika dominowały deklaracje: umiem i korzystam, lecz spora grupa – co trzeci respondent – przyznawała: chciałbym, ale nie umiem. Bardzo niewiele umiejętności z naszej listy uznanych zostało za zbędne w dzisiejszych czasach. Na pierwszym miejscu znalazło się uszycie prostej rzeczy, np. zasłon. Około 30 proc. za niepotrzebne uznało uprawianie modnych sportów.”

Dość zaskakująco wygląda „wynik” dotyczący umiejętności, które ocenia się (przynajmniej oficjalnie) negatywnie. Z przeprowadzonych rozmów wynikało, iż „ponad 10 proc. deklarowało, że potrafi dać łapówkę, ponad 40 proc. przyznało, że chciałoby to umieć, a prawie połowa oceniła tę umiejętność jako zbędną. Uczestnicy ankiety zaznaczali, że w tym punkcie zabrakło im opcji: umiem, ale nie korzystam, bo stwierdzenie, że umiejętność wręczania łapówek jest zbędna, trąci idealizmem. Niemal po równo rozłożyły się odpowiedzi w kwestii wykorzystywania znajomości. 40 proc. deklaruje, że umie i korzysta, drugie 40 proc. nie umie, ale by chciało. Ponad 65 proc. potrafi kłamać, gdy wymaga tego sytuacja, prawie 25 proc. ocenia tę umiejętność jako pożądaną. Jednak pierwsze miejsce na liście negatywnych, a pożądanych umiejętności zajęło obciążanie innych swoimi obowiązkami. Ponad połowa ankietowanych chciałaby to potrafić.” – pisze Podgórska.

Z zapytaniem o określenie kluczowych kompetencji, jakie powinny być kształtowane przez szkołę, Polityka zwróciła się do ekspertów. W dyskusji wzięły udział następujące osoby: Anna Radziwiłł, wiceminister oświaty za czasów Tadeusza Mazowieckiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego i Marka Belki, jedna ze współautorek reformy oświaty; Włodzimierz Paszyński, wieloletni kurator oświaty w Warszawie a także wiceminister edukacji w rządzie Leszka Millera, w chwili realizacji materiału zastępca prezydenta Warszawy do spraw edukacji; Mirosław Sawicki, minister edukacji narodowej w okresie 2004–2005 i wreszcie Jerzy Wiśniewski, ekspert ds. edukacji w Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych CASE.

W świetle tego, na co zwracali uwagę eksperci, jako pierwsza kompetencja powinno być wymienione „planowanie, organizowanie i ocenianie własnego uczenia się”. Chodzi tutaj o to, aby nosić w sobie postawę otwartości na własny rozwój. Nie jest jeszcze istotne „co”, ale sama chęć działania, rozwoju, powiększania własnych kompetencji. Można powiedzieć swoista ciekawość. Stąd też „kwintesencją kluczowych współczesnych kompetencji jest umiejętność uczenia się, gotowość do samokształcenia” – twierdzi Joanna Podgórska i cytuje Jerzego Wiśniewskiego: „Zmieniający się szybko świat sprawia, że nie przewidzimy, do czego będziemy musieli użyć wiedzy. Stąd potrzeba tych metaumiejętności, które pozwolą nam w rozsądny sposób zmierzyć się z nowymi sytuacjami.” Wedle zaproszonych do dyskusji przez Politykę ekspertów „nie ma jednej recepty na wpojenie tej kompetencji, a najgorsze, co można zrobić, to usztywnić reguły. To kwestia wymagań wobec uczniów, żeby nauczyciel nie tylko odpytywał z dat życia królów lub przepływu prądu stałego, ale też pomógł zaplanować pracę i sprawdzić efekty. (…) kształtowanie kluczowych kompetencji to właśnie trudno uchwytna praktyka szkolna, rzeczy, które robi się mimochodem, a często są ważniejsze niż twarde treści wbijane do głów. (…) Bardzo istotne jest tu, by szkoła nie sprzedawała uczniowi pokawałkowanej wiedzy, ale w miarę spójną wizję świata.” – podkreślali eksperci Polityki.

Kolejną umiejętnością, na którą wskazywali zaproszeni goście są związane z kwestią języka. Z racji rozwoju kultury obrazkowej i komunikowaniu się za pomocą skrótów „przeciętni Polacy mają kłopoty z budowaniem zdań od kropki do kropki.” Przy czym – co podkreślał  Mirosław Sawicki – taki problem dotyka też młodych Brytyjczyków czy Niemców. Stąd też właściwa umiejętność komunikowania się, formułowanie konstrukcyjnie poprawnych, dojrzałych wypowiedzi to druga z kluczowych umiejętności. Jak określił to Włodzimierz Paszyński: „trzeba wiedzieć, o czym się mówi”. Mirosław Sawicki dodał jednak, iż to nie jest wystarczające. Według niego „są wykładowcy, którzy mają rewelacyjne pomysły, ale nie potrafią ich w czytelny sposób przedstawić, i tacy, którzy fantastycznie sprzedają pomysły płytkie. W komunikacji niezwykle ważna jest także umiejętność słuchania, formułowania własnych argumentów i dyskursu z argumentami strony przeciwnej.” W opinii Jerzego Wiśniewskiego w tym świetle coraz ważniejsze jest „pokonywanie barier kulturowych, rozumienie kontekstu kulturowego, w jakim ktoś się wypowiada.”

W opinii wygłoszonej przez Włodzimierza Paszyńskiego „dzisiejsza szkoła nie kształtuje umiejętności językowych nawet w tradycyjnym, choć nie najgorszym rozumieniu. Esej, który kiedyś był normalną formą wypowiedzi w liceum, nie żyje. Inne formy rozbudowanych wypowiedzi także przestały istnieć. Na egzaminie maturalnym za wejście w taką poetykę można, co najwyżej, stracić punkty. Zdaniem Anny Radziwiłł, w nauce mówienia szkoła nie ma monopolu. To także kwestia domu rodzinnego, otoczenia i przede wszystkim kultury masowej.” Eksperci zgodnie stwierdzili, iż wielki wpływ na to wszystko mają ci, którzy obecni są w mediach: od artystów po polityków. Poza tym żyjemy w czasach używania skrótowych sposobów komunikowania się, jak choćby esemes czy e-mail. To jednak – wedle Anny Radziwiłł – jest fakt. Trzeba nauczyć się komunikacji także w języku kultury masowej.

Osobną umiejętnością określono odporność na manipulację. „W świecie zdominowanym przez reklamę to bardzo istotne. To wymaga spojrzenia na język z metapoziomu, czytania języka ciała, świadomego odbioru treści, które usiłuje mi się wcisnąć” – podkreśla Mirosław Sawicki. Zajęcia, w czasie których analizuje się „audycje, teksty, spoty reklamowe, przygląda słowom, gestom” już się w wielu szkołach odbywają. „To można robić na lekcji języka polskiego, wiedzy o społeczeństwie czy na godzinie wychowawczej. W większości podręczników do polskiego są analizy tekstów kultury masowej.” – podkreślali eksperci. I dodali: „wiedza i autorefleksja to jedyna szczepionka na manipulację”.

Za trzecią kompetencję zgodnie uznane zostało zaufanie. Wedle opinii ekspertów „dzisiejsza szkoła nastawiona jest na rywalizację nie tylko z innymi szkołami, ale także uczniów między sobą. Liczą się rankingi, miejsca zajęte w konkursach. W bardzo niewielu szkołach podejmuje się próby prawdziwego wychowania obywatelskiego, poczucia, że jest się częścią jakiejś społeczności. Tymczasem kolejna kompetencja kluczowa to efektywne współdziałanie w zespole. Do tego potrzebne jest zaufanie, a poziom zaufania społecznego w Polsce jest skrajnie niski.” Problem jest jednak w tym, iż dzisiejsze życie w szkole nie jest bogate. A aby stworzyć przestrzeń do budowania zaufania jest to konieczne. Gdzieś (znaczy się w ramach konkretnych akcji czy projektów) trzeba je zdobyć.

W dyskusji wskazano także znaczenie kreatywności – kolejnej z kluczowych kompetencji. „Kreatywność to słowo, które od lat robi karierę. Przewija się w ogłoszeniach o pracy. W branży reklamowej stało się nawet zawodem. Wydaje się, że bez tej cechy nie da się dziś aktywnie funkcjonować na trudnym rynku.” – podkreśla Joanna Podgórska. A zatem rozwiązywanie problemów w niecodzienny, niebanalny sposób. Jak jednak nauczyć się tej umiejętności? „Pokazywać, że istnieją niestandardowe rozwiązania i nagradzać za myślenie po swojemu – proponuje Anna Radziwiłł. Według Mirosława Sawickiego, w matematyce czy fizyce przydatne do tego będą zadania, które nie wymagają użycia algorytmu, tylko zdefiniowania problemu i poszukiwania rozwiązań. Jego zdaniem ważne jest też to, czego się zazwyczaj nie robi, a mianowicie przyglądanie się sposobom rozwiązywania zadań. Najczęściej patrzy się tylko, czy wynik jest dobry. – A niektóre rozwiązania są przepiękne! – entuzjazmuje się Sawicki. – Trzeba zmusić młodego człowieka, by umiał nazywać swoje myślenie, używać w myśleniu słów, a nie czystej intuicji. Jednak w polskiej szkole kreatywność może stanowić problem, bo system egzaminów idzie w zupełnie odwrotną stronę. Zdaniem Włodzimierza Paszyńskiego, im bardziej polonista będzie uczył twórczego myślenia i otwartej postawy wobec tekstu, tym bardziej uczeń zostanie na maturze ukarany, jeśli coś takiego zaprezentuje, bo to się nijak nie mieści w kluczu odpowiedzi na testy.”

W świetle dalszej dyskusji „kompetencja piąta, mająca przystosować młodego człowieka do funkcjonowania we współczesnym świecie, to efektywne posługiwanie się techniką informacyjną. Czy należy to rozumieć po prostu jako obsługę komputera, czyli zajęcia z informatyki?” – pyta publicystka Polityki. Młodzi chwytają technologię w mig, jednak istnieje w tej kwestii bariera wynikająca z pozycji społecznej i statusu rodziny. Dziś jest on kluczowy, gdyż bardzo wcześnie decyduje o określonych możliwościach dziecka. „Ale wykluczenie cyfrowe dotyczy także dorosłych. Szanse dzieci można wyrównywać poprzez podnoszenie kompetencji ich rodziców. Mówimy tu o szkole, ale ogromne wyzwania stoją także przed edukacją dorosłych, kształceniem ustawicznym” – podkreśla Jerzy Wiśniewski. Problem jednak w tym, iż chodzi nie tylko o umiejętność posługiwania się samą technologią, ale o słuszne, twórcze, korzystne jej używanie.

Eksperci skupili się także na ważnej w ostatnich czasach kwestii. „W ostatniej klasie, z jaką miałem do czynienia – mówi Włodzimierz Paszyński – trzy czwarte uczniów nie przeczytało w życiu ani jednej książki, co nie przeszkodziło im ani dostać się do niezłego liceum, ani zdać matury. Będą umieli radzić sobie z instrukcjami czy testami, ale nie będą mieli w sobie przekonania, że „świat się podbija głową” – przewiduje. Anna Radziwiłł podkreśliła jednak, iż „głowa to właśnie umiejętność rozwiązywania problemów, rozumienia, poznawania, a nie wyuczony, sztywny kanon szkolny.” Natomiast zdaniem Mirosława Sawickiego „jeśli ktoś nie przeczytał ani jednej książki, to nie ma ani wiedzy, ani umiejętności, ani kompetencji, nic nie ma. Oczywiście istotne jest wyważenie proporcji między wiedzą a umiejętnościami: można zrezygnować z tego, żeby młody człowiek znał na pamięć równania Maxwella na rzecz tego, żeby potrafił odnaleźć je w książce i wykorzystać do rozwiązania problemu.” Jerzy Wiśniewski przekonywał natomiast, iż najważniejsze jest, aby „uczniowie nie czytali książek dlatego, że są w spisie lektur, ale po coś. Żeby uczeń, nawet jeśli nie przeczyta czegoś w trakcie szkoły, miał chęć i umiejętność znalezienia w książce odpowiedzi na pytania, które przed nim staną. To jest kluczowa kompetencja, trudno mierzalna, ale najbardziej istotna.”

Kończąc dyskusję podkreślano, iż najważniejsze jest to, aby erudycji nie przeciwstawiać kompetencjom. Każdy z tych elementów jest niezmiernie ważny i trzeba je w jakiś sposób z sobą oswoić, pogodzić. „Z jednej strony jest ogromny postęp wiedzy, który wymaga ciągłej aktualizacji programów szkolnych, ale też zapowiada niebezpieczeństwo, że mózgi uczniów tego w pewnym momencie nie wytrzymają, a szkoła będzie produkowała absolwentów naszpikowanych szczegółowymi informacjami, ale bezradnych wobec współczesnego świata. Z drugiej strony, jeśli szkoła nastawi się wyłącznie na przygotowanie do życia w cywilizacji XXI w., wypuści „kompetentnych ignorantów”, niezdolnych do głębszej refleksji nad rzeczywistością.” – podkreśla Joanna Podgórska.

Kluczowe w dzisiejszej szkole jest to, aby nie dokładać już większej ilości przedmiotów, suchej treści. Trzeba znaleźć miejsce na uczenie kompetencji w ramach normalnych zajęć. Oczywiście – jak zawsze w takich sytuacjach – z tym problemem poradzą sobie jedynie najlepsze szkoły, zatrudniające najlepszych nauczycieli. W reszcie przypadków standardem jest bierność i usilne trwanie przy starych nawykach. Reformowanie szkoły musi zatem dokonać się od zmiany mentalności samych nauczycieli. Wyposażenia ich w umiejętności, których mają uczyć, a których sami nie posiadają. Przy czym – co już podkreślano – „kwestią zasadniczą jest proporcja między wiedzą a umiejętnościami, dlatego niezbędna jest dyskusja nad podstawami programowymi. Warto przewietrzyć przeładowaną listę lektur. Zastanowić się, czy setki dat, które uczniowie muszą zapamiętać na lekcjach historii, są naprawdę niezbędne. Czy miejscem dla nauki religii jest na pewno przeładowany program szkolny? Czy wprowadzenie podstawowych pojęć z zakresu ekonomii nie byłoby bardziej przydatne niż, powiedzmy, informacje o roślinach nago- i okrytozalążkowych? Czy wreszcie, skoro prowadzenie samochodu postrzegane jest dziś powszechnie jako niezbędna umiejętność, nie wprowadzić np. do programu liceum kursu prawa jazdy, a zrezygnować z szydełkowania i pisma technicznego? To tylko kilka pierwszych z brzegu pytań.” – puentuje swoje rozważania Joanna Podgórska.

Artykuł źródłowy – Tygodnik Polityka

Panel ucznia

Nazwa użytkownika:

Hasło:

Zarejestruj się Zapomniałem hasła...
POWTÓRKA MATURALNA
ponwtśrczwptsobnie
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
       
     12
17181920212223
24252627282930
31      
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
       
Szkoła języków obcych Profi-lingua