— Świadectwo Wiary w postęp moralny —

Pragnę przedstawić pewne świadectwo, pewne niezwykłe poświadczenie wiary w postęp moralny. Pochodzi ono od zmarłej w 1994 roku Profesor Iji Lazari-Pawłowskiej.

Panią Profesor poznałem w 1987 roku w Krakowie, podczas V Zjazdu Filozofii Polskiej. I był to ten przypadek, kiedy „imprezy” takie, nie bez powodu podejrzewane o badawczą pozorność i moralną dwuznaczność, uzyskują nagle dla ich uczestnika swój głębszy sens: oto spotkali się ludzie, którzy mogliby się nigdy nie spotkać, zadzierzgnęły się więzi, które inaczej prawdopodobnie nigdy by nie powstały. Wygłaszałem wówczas referat w Sekcji Etyki pod nieco prowokacyjnym tytułem Etyka a obecność zła. Nie byłem żadną „ważną” osobą, toteż niewiele osób mnie słuchało, a i ci – miałem wrażenie – raczej bronili się przed słuchaniem, niż słuchali. Tymczasem po zakończeniu „obrad” podeszła do mnie Pani Profesor Lazari-Pawłowska i nie ukrywała swego poruszenia. Już po paru minutach rozmowy wszystko było jasne. Zostaliśmy filozoficznymi przyjaciółmi.

Od początku naszej znajomości wymienialiśmy listy, często też maszynopisy czy nadbitki własnych tekstów. We wrześniu 1994 roku w poczcie powakacyjnej odnalazłem list od Pani Profesor, który mnie przeraził i poraził, i doprawdy nie wiedziałem, co mam nań odpisać. Pani Profesor pisała m.in.:

„Proszę mi jednak wybaczyć, jeśli teraz długo nie napiszę. A może nawet będzie to mój list ostatni. Jestem naprawdę bardzo, bardzo chora. Dziękuję Panu za wszystko dobre, czego od Pana zaznałam. Wszystko cenię, wszystko pamiętam”.

List stanowił właściwie pożegnanie. Po otrzymaniu od asystenta Pani Profesor, dr. Wojciecha Sztombki, informacji o całkowicie beznadziejnym stanie jej zdrowia i o cierpieniach, na jakie jest skazana i którym z taką dzielnością stawia czoła (odmawiała, na przykład, przyjmowania środków uśmierzających ból), zdecydowałem się na napisanie listu, który w sposób nieco zakamuflowany miałby – przynajmniej tak mi się zdawało – stanowić jakieś pokrzepienie. Pisałem tam m.in.:

„Jeszcze dwieście lat temu po salach koncertowych, po muzykujących dworach Europy przewijały się setki śpiewających kastratów – rzecz dzisiaj nie do pomyślenia. Co stało się przez te dwieście lat w świecie, że oto dziś jest to nie do pomyślenia? Czyżbyśmy natrafiali tu na jeden z tych niezbyt przecież licznych namacalnych dowodów pewnego postępu moralnego? Zawsze byłem podejrzliwy wobec naiwnej wiary w postęp moralny, ale tu napotykam (i wiem, że nie tylko tu) na argument jednoznacznie świadczący jednak o postępie. Czy taki postęp rzeczywiście się dokonuje? A czy dokonując się, dokonuje się mocą jakiegoś dziejowego „mechanizmu”? Nie sądzę. Myślę, że wyłącznie mocą wysiłku jednostek. A jeżeli tak, to czy mogę mieć w tym udział? Czy Pani Profesor wierzy w swój osobisty udział w owym moralnym postępie? Czyjaś uczciwość – nie jako okazjonalny czyn, lecz jako stała postawa, czyjaś sumienność i szczególna odpowiedzialność w pracy, czyjś heroizm w obliczu nieszczęścia, a szczególnie w obliczu codzienności nieszczęścia, sądzę, że budują ów postęp. Mam wiele wad i słabości. Spotykanie ludzi moralnie pięknych było dla mnie zawsze jak pobyt przy źródle, było zawsze zaczerpnięciem sił do walki z własną niedoskonałością. Źródła te mają tę szczególną wartość, że nigdy nie wysychają, zawsze można je odwiedzać. One bowiem wydostają się z czasu. Czy jednak nie wpadam tu w jakiś podejrzany etyczny patos? Ale przecież tak jest! Doświadczałem tego niejednokrotnie! Po której stronie stanęłaby Pani Profesor? Czy podsycałaby Pani mój sceptycym, czy mą wiarę?

Pisze Pani Profesor, że jest >>bardzo, bardzo chora<<. Wcześniej czy później ciało nasze zawsze nas zdradza, ale czy to doświadczenie pozwala wyraźniej zobaczyć podstawowy problem etyczny rzeczywistości? Czy Pani Profesor cierpiąc, odpowiedziałaby teraz inaczej niż w przeszłości na podstawowe pytania etyczne? Pełno mam pytań i nie wolno mi oczekiwać odpowiedzi”.

I rzeczywiście, nie wolno było mi oczekiwać odpowiedzi. Toteż nie czekając na nią, napisaliśmy – wspólnie z żoną – następny, krótki już list, w którym dramatycznie zapytywaliśmy, czy możemy w czymkolwiek i jakkolwiek pomóc. List kończył się słowami:

„Proszę powiedzieć, choćby Wojtkowi. On natychmiast mi przekaże. – Z całego serca pozdrawiamy Panią Profesor, podziwiamy Panią i kochamy”.

Wysyłając ten list nie miałem nawet pewności, czy zastanie on jeszcze Panią Profesor przy życiu. Końcem października, ku memu zdumieniu, znalazłem w skrzynce na listy kopertę zaadresowaną – poznałem to natychmiast – jej własną ręką. Tak, otrzymałem list, którego miałem już nie otrzymać. W kopercie znajdowała się karta, przedstawiająca skrzypce na pokrytej makami łące. Na odwrocie pisała Pani Profesor (przytaczam w całości):

„Drodzy, Kochani Państwo,

Piszę do Państwa resztkami sił. Dziękuję najserdeczniej. Dobre słowo jest pomocą. Nic innego nikt nie może dla mnie zrobić. Żegnam Państwa w miłości.

Ija Pawłowska

/PS/

Wierzę w postęp moralny, zwłaszcza w większe poszanowanie ludzkiej jednostki, ale nie mam sił o tym napisać. I.P.”

To z powodu tego ostatniego zdania postanowiłem ujawnić fragmenty mej korespondencji z Panią Profesor. Chodzi mi tylko o to jedno zdanie. Wszystko, co tu napisałem i co przytoczyłem, ma za zadanie jedynie stworzenie kontekstu, który pozwoli lepiej zrozumieć, czym jest to zdanie.

W mej odpowiedzi na list Pani Profesor pisałem m.in.:

„Miałem już nie dostać listu od Pani Profesor, miałem już nie oczekiwać żadnej odpowiedzi, a jednak niemożliwe stało się możliwe. Bardzo, bardzo dziękuję. Nie tylko za napisanie listu, ale i za jego treść. Nie ukrywam, iż wyznanie wiary w dokonujący się w dziejach postęp moralny w sytuacji, w jakiej znajduje się Pani Profesor, ma dla mnie ogromną wartość. Dawanie świadectwa przekonaniom etycznym w sytuacji, kiedy wiedzie się nam dobrze, zawsze podejrzane jest o pewną powierzchowną deklaratywność, która nie wiadomo, czy wytrzymałaby >>próbę ognia<<. Świadectwo Pani Profesor, dane z głębi największego cierpienia, pozwala żyć. To paradoks, ale okazuje się, że wielki ból i wielkie nieszczęście mogą służyć nam w ten właśnie sposób, iż nadają naszym sądom tak wielką moc, jakiej nigdy nie mogłyby one osiągnąć bez tego bólu i nieszczęścia.

Myślimy o Pani Profesor codziennie. /…/ Wiemy, że brak nam wyobraźni, by przedstawić sobie, ile heroizmu potrzeba w takiej chorobie. Tym bardziej podziwiamy Panią Profesor. Proszę nie gniewać się, że znowu piszemy, proszę pozwolić pisać nam do Pani Profesor i proszę nie traktować tych listów zobowiązująco”.

Pani Profesor zmarła 10 listopada 1994 roku.

Czy jej intelektualna i moralna postawa zdoła ocalić etykę przed narastającym wewnątrz samej etyki cynizmem?

Panel ucznia

Nazwa użytkownika:

Hasło:

Zarejestruj się Zapomniałem hasła...
POWTÓRKA MATURALNA
ponwtśrczwptsobnie
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
       
     12
17181920212223
24252627282930
31      
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
       
Szkoła języków obcych Profi-lingua