— Reforma w sam raz dla przeciętnych —

W świetle założeń klucz maturalny miał być tym, co sprawiłoby, że poszczególne komisje egzaminacyjne każdego oceniałyby tak samo. ostatecznie jednak stworzono system, w którym instytucje odpowiedzialne za maturę przygotowują dla członków komisji egzaminacyjnych niemądre ściągi – twierdzi Piotr Zaremba z Dziennika.

Na poparcie swoich słów przywołuje pewną historię z czasów gdy sam był uczniem liceum. Wspomina swojego nauczyciela historii, który pytał: „Jaka jest polityka Związku Radzieckiego? – Słuszna – odpowiadał delikwent. – Piątka – wyrokował pan Tyburczy. Gdy ktoś inny próbował komplikować i mądrzyć się, dostawał czwórkę.” Wedle Piotra Zaremby ta anegdota ma obrazować to, czym jest obowiązujący we współczesnej maturze klucz. Jakże jednak traktować go inaczej, skoro w przeprowadzonej przez Dziennik „maturze” dwaj wybitni intelektualiści: Antoni Libera i Marcina Króla, napisali bardzo słabo. „Mieli kłopot, ponieważ pisząc pracę z polskiego, nie używali odpowiednich słów, bo byli zbyt samodzielni. Przypomnieliśmy o istnieniu maturalnego klucza, który jest instrukcją schematycznego oceniania prac z przedmiotów humanistycznych (klucz dotyczy też matur z historii czy wiedzy o społeczeństwie). Ten klucz istnieje od lat i jest produktem reformy Handkego. Był wiele razy krytykowany przez samych nauczycieli i… tyle. Klucz przeżył tak różnych szefów MEN jak reprezentantka peerelowskich środowisk nauczycielskich Krystyna Łybacka i narodowiec Roman Giertych. Obowiązuje też i za liberalnej minister Katarzyny Hall, która – biorąc się za reformowanie programów szkolnych – nie widzi w nim problemu. Przez aparat edukacyjny jest uważany za dogmat. Zakłada, że przedmioty humanistyczne można oceniać w taki sam sposób jak ścisłe.” – opisuje zjawisko redaktor Dziennika.

Dla Piotra Zaremby jest to spełnienie dość utopijnej wizji świata, „gdzie inteligencja jest karana, a przeciętność nagradzana”. Wedle jego przekonania jest to „wynik zaaplikowania polskiej szkole źle pojmowanej demokracji. Tego dogmatu nie zakwestionowali ani Łybacka, ani Giertych, ani Hallowa, bo cała atmosfera wokół szkoły mogła ich utwierdzać w przekonaniu, że taki jest duch czasów.” Gdyby nie było klucza, każdy z egzaminatorów mógłby oceniać różne aspekty pracy: „jedni mogliby się zadowalać formalną znajomością książek, ale inni oceniać swobodę stylu, erudycję. Egzamin wbrew zaklęciom o różnorodności szkół (także co do poziomu wymagań), wielości programów nauczania, inwencji nauczycieli, musi być domeną bezwzględnej równości.” – twierdzi Piotr Zaremba.

Krytyka takiego rozwiązania nie jest umniejszana nawet przez fakt istnienia w arkuszu maturalnym – jak to nazywa redaktor Zaremba – „pseudowypracowania”. Wedle jego przekonania obecna matura „to egzamin krojony na miarę średniaków. Bo na miarę średniaków konstruowany jest cały system szkolny. Pani minister Hall, broniąc swojej reformy polegającej na odchudzaniu programów, przypomina: to system, w którym maturę ma zdać 80 procent maturzystów. Dlaczego nie 50? To do liczby trzeba dopasować wymagania. Tego nie podważał żaden z ministrów, a Giertych, surowy w innych sprawach, próbował nawet manipulować egzaminacyjną poprzeczką już po fakcie. Żeby wyrobić normę. Sprzyja temu powszechne i kreowane przez media przeświadczenie, że egzamin maturalny, który poszedł gorzej, to porażka systemu edukacyjnego. Nie sukces, bo odsiano większą liczbę niezdolnych, niesamodzielnych, mówiąc brutalnie – głupszych. W demokracji głupszych być nie może. Trzeba się starać, tak jak starali się twórcy sprawozdawczości z wykonania planów w komunistycznej gospodarce. Trzeba fryzować rzeczywistość.” – podkreśla wyraźnie oburzony redaktor Dziennika.

Jakie jest rozwiązanie wedle Piotra Zaremby? Wedle jego opinii są dwie możliwości. „Jedna, bardziej ambitna, kazałaby zerwać z magią liczb. I budować model ambitniejszego egzaminu na miarę niekoniecznie 80 procent. Szkoły byłyby i tak bardziej masowe niż przed 20 laty – w komunizmie wiele rodzin rezygnowało z kształcenia dzieci, bo obowiązywał inny model kariery. Ale byłyby mniej masowe niż są dziś.” Drugi sposób to „próba skonstruowania takiego egzaminu, który nie komplikuje życia średniakom, ale premiuje samodzielnych. Bo w ostateczności zdadzą i jedni, i drudzy – trzeba przecież zdobyć stosunkowo niewiele punktów. Ale ważne, w jakiej zdadzą kolejności. Kto będzie wyróżniony. W obu wariantach warto by wyciągnąć wniosek z faktu, że egzamin dojrzałości jest egzaminem na studia. Może prace powinny być czytane przez dwie grupy egzaminatorów: nauczycieli pamiętających o szkolnych schematach i wykładowców akademickich punktujących to, co wykracza poza przeciętność? Jakiś klucz musiałby obowiązywać, ale bardziej elastyczny, pozwalający na większą dowolność ocen. Limity punktów i tak pozwalałyby dopuszczać słabszych. Ale morał: inteligencja ci przeszkadza – nie byłby tak dojmujący.” – kończy swoje rozważania redaktor Dziennika.

Artykuł źródłowy – Dziennik (obecnie Dziennik Gazeta Prawna)

Panel ucznia

Nazwa użytkownika:

Hasło:

Zarejestruj się Zapomniałem hasła...
POWTÓRKA MATURALNA
ponwtśrczwptsobnie
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
       
     12
17181920212223
24252627282930
31      
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
       
Szkoła języków obcych Profi-lingua