—— Przesłanie pana Kanta ——

w 200 rocznicę śmierci Kanta  (1724-1804-2004)

Twierdzę, choć z punktu widzenia podręcznikowych schematów musi wydać się to absurdalne, że Kantowi chodziło o ocalenie człowieka i że ocalenie to widział nie w konstruowaniu sofizmatów, lecz w rozbudzeniu uczucia, bowiem sam intelekt nie jest w stanie poruszyć woli. O co chodziło Kantowi? W imię jakiego celu wyrzekł się tego wszystkiego, wokół czego w swym codziennym życiu krząta się człowiek?

W niedzielę, o jedenastej umarł Kant. Pogrzeb dwudziestego ósmego lutego, o drugiej popołudniu. Nie miał żadnej wprawy w chorowaniu. Toteż kiedy w osiemdziesiątym roku życia po raz pierwszy zachorował, nie bronił się już długo. Dawid Hume – o którym Kant powiadał, iż przerwał jego  metafizyczną drzemkę – umierając krzyczał: „płonę!”. Ostatnim słowem Kanta było natomiast stwierdzenie: „Es ist gut”. Czy Kant miał na myśli przełknięte właśnie wino, czy życie, czy też może to, co ujrzał w chwili śmierci, tego nie wiemy. Osobiście sądzę, że zarówno to pierwsze i to drugie, jak i również to trzecie.

Sława myśliciela może być najzłośliwszą postacią jego porażki. Wszyscy mówią o nim, nawet hołota zna jego imię, ale nikt nie traktuje poważnie tego, o co mu naprawdę szło. Franz Kafka sądził, że dzieło winno być jak siekiera, którą rozrąbać będzie można zamarznięty staw. Sława tymczasem gdacze nad dziełem jak kura nad zniesionym jajem, ale zgoła nie myśli o rozrąbaniu stawu. Badacze-gdacze badają „siekierę” – opisują, mierzą, porównują z innymi, a staw jak stał skuty lodem, tak stoi.

O co chodziło Kantowi? W imię jakiego celu wyrzekł się tego wszystkiego, wokół czego w swym codziennym życiu krząta się człowiek? Twierdzę, choć z punktu widzenia podręcznikowych schematów musi wydać się to absurdalne, że Kantowi chodziło o ocalenie człowieka, i że ocalenie to widział nie w konstruowaniu sofizmatów, lecz w rozbudzeniu uczucia, bowiem sam intelekt nie jest w stanie poruszyć woli.

Postępowanie moralne to takie postępowanie, które dokonuje się nie przez przypadek, nie mimo woli, ani nie ze względu na jakiś zewnętrzny cel, lecz jedynie ze względu na samo prawo moralne. Kant rozumie jednak, że nie da się zrozumieć, w jaki sposób prawo to może determinować wolę, to znaczy, w jaki sposób idea moralna, twór czysto rozumowy, może sama poruszyć człowieka. Pisze: „wszelki rozum ludzki jest zupełnie niezdolny wytłumaczyć, i daremny jest wszelki trud i praca podjęta w celu szukania wytłumaczenia, w jaki sposób czysty rozum, /…/, sam przez się może być praktyczny” (Uzasadnienie metafizyki moralności, tłum. M. Wartenberg, Warszawa 1971, s. 108-109). Tutaj docieramy do „ostatecznej granicy wszelkiego badania moralności”, a równocześnie do istoty etyczności. Bowiem zagadnienie – powtórzmy jeszcze raz za Kantem – „jak prawo może samo przez się i bezpośrednio być motywem determinującym wolę (co przecież stanowi istotę wszelkiej moralności), jest dla rozumu ludzkiego problemem nierozwiązalnym” (Krytyka praktycznego rozumu, tłum. J. Gałecki, Warszawa 1972, s. 120).

A jednak Mędrzec z Królewca wie, w jaki sposób jest to możliwe. Pomiędzy wysokim intelektem a uwikłaną w praktyczne życie wolą potrzebny jest pośrednik. Rzeczywiście, żadne czysto rozumowe przedstawienie idei etycznej, prawa moralnego, powinności moralnej nie poruszy ludzkiej woli, ale poruszyć może ludzkie serce. Już młody Kant, z tzw. okresu przedkrytycznego, pytał retorycznie: „Czy serce ludzkie nie zawiera w sobie bezpośrednich wskazań moralnych, i czy po to, żeby skłonić człowieka do postępowania tu, na ziemi, zgodnie z jego powołaniem, trzeba koniecznie aż maszynerii jakiegoś innego świata?” (Marzenia jasnowidzącego, objaśnione przez marzenia metafizyki, tłum. I. Krońska, w: Filozofia niemieckiego Oświecenia, red. T. Namowicz i inni, Warszawa 1973, s. 358). W późniejszych zaś pracach pisał wprost, iż jedynie uczucie, ale nie uczucie wywołane przez mroczny przedmiot pożądania, lecz przez jasne rozumowe pojęcie, przez przedstawione przez rozum prawo moralne, może skłonić wolę. Jest to aprioryczne uczucie czci, poszanowania prawa. Prawo jest bowiem „przedmiotem najwyższego szacunku, a tym samym też powodem pozytywnego uczucia, które nie jest pochodzenia empirycznego i a priori zostaje poznane. A zatem szacunek dla prawa moralnego jest uczuciem wywołanym przez powód intelektualny i uczucie to jest jedyne, jakie poznajemy całkowicie a priori i którego konieczność możemy zrozumieć” (Krytyka praktycznego rozumu, wyd. cyt., s. 122). Toteż bez owego uczucia czyny nasze nie mogą mieć charakteru moralnego, tylko ono może nadać im wartość moralną (por. Uzasadnienie metafizyki moralności, wyd. cyt., s. 78).

Uczucie, uczucie moralne, jest tedy newralgicznym punktem etyki Kanta. Bez niego sekwencja: prawo moralne – uczucie moralne – skłonienie woli – życie moralne – traci rację bytu.

Twierdzenie Kanta o prymacie czystego rozumu praktycznego w jego związkach z rozumem czysto spekulatywnym jest wariantem Pascalowskiego twierdzenia o sercu, mającym swe prawa, których rozum nie pojmuje. „Rozum praktyczny – pisze Kant – ma dla siebie pierwotne pryncypia a priori, /…/ które przecież niedostępne są wszelkiemu możliwemu wglądowi poznawczemu rozumu spekulatywnego” (Krytyka praktycznego rozumu, wyd. cyt., s. 194-195). To filozof z Królewca jest odkrywcą emocjonalnego a priori, a nie Max Scheler.

Kantowi nie chodziło o mądrość, która byłaby wewnętrzną sprawą jakiejś filozoficznej szkoły. Filozofia powinna docierać do publiczności i mieć wpływ na jej przekonania. Zadanie swoje widział przeto w dostarczeniu ludziom czegoś na kształt uniwersalnej busoli moralnej, mającej zastosowanie dla każdego i w każdej sytuacji. Nie sposób wędrować bez tej busoli, ale też z niej samej nie wynika dokąd wędrować. Wola moja jest autonomiczna. Odkryte przez Kanta prawo moralne nie powie mi, co powinienem chcieć. Ono jedynie dopuszcza (bądź nie dopuszcza) czynienie tego, co chcę.

Wola moja jest jednak prawodawcza. Decydując się na czynienie tego, co chcę, niejako ogłaszam: popatrzcie, tak można, można postępować w taki właśnie sposób, wedle takiej właśnie zasady. Czy o tym wiem, czy nie, każde moje zachowanie dokonuje się wedle jakiejś zasady i jest zarazem jej uprawomocnieniem, jej upowszechnieniem. Żyjąc tak jak żyję, wprowadzam równocześnie w świat zasadę życia w taki sposób, ustanawiam świat, w którym można tak żyć.

Kantowi idzie o to, by człowiek zastanowił się, czy rzeczywiście chce takiego świata, jaki swym sposobem bycia ustanawia. A kiedy człowiek już jest pewny, że takiego właśnie świata pragnie, to niech się jeszcze zastanowi, czy świat taki, świat, w którym ludzie działają wedle wprowadzanych i usankcjonowanych przez jego sposób bycia zasad, może się ostać. Jeżeli dojdzie do wniosku, że nie chce takiego świata, czy że taki świat nie mógłbym dłużej trwać, to niech owych zasad nie uprawomocnia, nie upowszechnia. Niech swoje życie zmieni.

Stary Kant wierzył, że świat nasz nie jest gospodą, gdzie każdy przybysz zostaje wyparty przez następnego, ani że nie jest więzieniem dla upadłych dusz, ani też domem wariatów, w którym każdy niweczy nadzieję innych i jeszcze tym się puszy, tym bardziej świat ten nie jest też dołem kloacznym, w który ciśnięte zostały wszelkie nieczystości innych światów. Kant przeciwstawiał się rozpowszechniającemu się przekonaniu o beznadziejnym stanie zepsucia rodzaju ludzkiego i żywił „heroiczną wiarę w cnotę”, wiarę w poważanie, jakie wzbudza prawo moralne, ów imperatyw kategoryczny, mówiący, by postępować zawsze wedle takiej zasady, co do której można chcieć, by była prawem powszechnym.

Stary Kant wierzył w „moralną godność miłości”, bowiem „miłość, jako wolne przyjęcie pomiędzy własne maksymy woli kogoś innego, jest przecież niezbędnym elementem dopełniającym niedoskonałość ludzkiej natury” (Koniec wszystkich rzeczy, tłum. M. Żelazny, Toruń, s. 26). Nie wierzył natomiast, by ktoś nie skory do życia w sposób moralny, zmienił się pod wpływem sofizmatów, nakazujących obowiązek moralny. Sprzecznością jest przecież nakazać komuś, by czynił coś z miłości i z miłością, by czynił coś z samego uczucia, z poważania.

„Poważanie – pisał Kant u schyłku swego życia – jest bez wątpienia czymś pierwszym, gdyż bez niego nie miałaby miejsca żadna prawdziwa miłość” (Koniec wszystkich rzeczy, wyd. cyt., s. 26). Czy jednak dziś Kantowskie aprioryczne prawo moralne wywołuje w nas owo niezbędne dla moralnego życia czyste uczucie poważania? Czy ty i ja, którzy otrzymaliśmy od Kanta ową tak dobrze skonstruowaną busolę moralną, jesteśmy skłonni rzeczywiście z niej korzystać? Czy też stoi ona na półce pośród innych zakurzonych gadżetów intelektualnych?

Dwudziestego ósmego lutego będzie na pogrzebie tłum, będą biły wszystkie dzwony, ale czy o to szło Kantowi? Przedstawiam sobie w swym umyśle z całą jasnością i z całą wyraźnością imperatyw kategoryczny i co czuję? Czy ogarnia mnie coraz to nowe i wzmagające się uczucie czci? A jeżeli nie, to dlaczego?

Panel ucznia

Nazwa użytkownika:

Hasło:

Zarejestruj się Zapomniałem hasła...
POWTÓRKA MATURALNA
ponwtśrczwptsobnie
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
       
     12
17181920212223
24252627282930
31      
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
       
Szkoła języków obcych Profi-lingua