— Palec drąży skałę —

„Ani reumatyzm, ani inne choroby nie są w stanie powstrzymać kogokolwiek przed tą grą. Jest ona odpowiednia dla ludzi w każdym wieku, młodych i starych” – napisał w XVI wieku Francois Rabelais. Wydaje się, iż dziś te słowa spełniają się na naszych oczach w parkach i na placach polskich miast.

Jeszcze parę lat temu trudno byłoby mi uwierzyć, że mogę to robić, i że może mi to sprawiać tak wiele satysfakcji. Miałam znajomych, którzy wspinali się od dawna, ale ich relacje budziły we mnie zazdrość, ale nie chęć realizacji. Bałam się. Nie wierzyłam, że mogę to zrobić. Od zawsze lubiłam wysiłek i sport, ale wspinanie kojarzyło mi się z czymś ponad moje siły. Wtedy też do udziału w jednym z wyjazdów na Jurę Krakowsko – Częstochowską zaprosił mnie mój znajomy – Wojtek. Powiedział co mam zabrać i stwierdził, że jak coś, to będziesz pomagać przy – jak to się wyraził – obiadowej logistyce. Pojechałam więc Ne licząc na zbyt wiele, choć bardzo ciekawa możliwych doświadczeń.

Gdy byliśmy na miejscu, w pierwszym dniu tylko patrzyłam. Cieszyłam się tym, co mogłam zobaczyć i podziwiałam kocie ruchu wspinających się. W pewnym momencie Wojtek podszedł do mnie, podał mi uprząż i powiedział: „Wsiadaj! Teraz czas na Ciebie!” Opierałam się jak mogłam, ale na argument, iż „nikt nie wejdzie na ścianę, dopóki ty tego nie zrobisz” podziałał. Założyłam więc wszelkie zabezpieczenia, zostałam przypięta do liny asekuracyjnej.

Pierwsze kroki o dziwo nie okazały się trudne. Kilka mocnych chwytów, podciągnięcie, przytrzymanie na jednej ręce w sytuacji lekkiego zmęczenia i dalej. Krok po kroku do góry. Nawet nie obejrzałam się, a już byłam na górze! Wygrzebałam się na sam szczyt i poczułam ten fantastyczny moment, kiedy spoglądasz w dół i oglądasz trasę, jaką przed chwilą się wpinałaś! To było fantastyczne. Oczywiście był pewien problem… byłam na górze, a trzeba było jeszcze zejść… Obsunęłam się na skraj szczytu powoli z trzęsącymi rękoma, mając wrażenie, że niczego dalej nie zrobię. A oni stojąc na dole krzyczeli: „No dajesz Jolka, puszczasz się i opierając nogami o skałę powoli zjeżdżasz w dół!” Nie mogłam jednak. Bałam się. Kiedy wchodzisz do góry, wszystko masz przed sobą, powyżej oczu. Kiedy masz schodzić w dół, niczego nie widzisz. Musisz bazować na wyczuciu, które dają Ci stopy. I na zaufaniu, że lina, do której jesteś przypięta, jest Twoją polisą na życie.

Jak klasyczny nowicjusz nie miałem jeszcze obycia z przestrzenią, przez co cała się trzęsłam. Nie potrafiłam zaufać sobie, Wojtkowi i linie, która mnie miała utrzymać. Zjeżdżałam w dół wykonując jakieś śmieszne ruchy, co rusz próbując się łapać skał i liny. Aż wreszcie cała umęczona i wystraszona byłam na dole. Wciąż się lekko trzęsłam, ale równocześnie odczuwałam dumę i silne uniesienie. Mimo strachu to doświadczenie dało mi wiele satysfakcji. Radości. I tak naprawdę się cieszyłam. I wcale nie tym, że byłam już na dole (to też). Ale tym, że to się stało!

Kolejnego dnia znów parzyłam na wspinających się. Wybrali jakąś strasznie trudną ścianę więc chwilami zamierałam, kiedy ktoś z nich odpadał i robił całkiem spore wahadło. Ale liczyłam na to, że będzie też coś dla mnie. Chciałam znów spróbować. Podciągnąć się. Przywrzeć twarzą do ściany i poczuć jej twardość i zimno. Po chwili chłopcy przeinstalowali liny na łatwiejszą drogę i znów miałam zakosztować wspinaczki. Pamiętałam o wczorajszym. Wiedziałam, że na górze będzie znowu trzęsło, ale liczyłam na to, że już mniej. Że powoli moje emocje będą oswajać się z po nowemu doświadczaną przestrzenią. Weszłam zatem w uprząż i przywarłam do ściany. Raz, dwa i w górę! Ewidentnie sprawiało mi to satysfakcję! Tym bardziej, że wybrana przez chłopców droga była w sam raz dla mnie. Kilka razy trzeba było powalczyć, ale generalnie pozwalała się ujarzmić. Co dla początkującej adeptki wspinania było rzeczą niezmiernie ważną.

Od tamtej pory minęły trzy lata. W międzyczasie zapisałam się do klubu, w którym powoli pod okiem instruktora podnosiłam swoje umiejętności i przyzwyczajałam ręce do wysiłku. Bo to chyba najważniejsze. Nie trzeba niczego szczególnego, poza regularnością treningu. Początkowo ręce często odmawiały mi posłuszeństwa. W efekcie musiałam rezygnować w połowie drogi tylko dlatego, że nie miałam już sił. Że palce same się rozwierały. Ale zauważyłam, że w miarę kolejnych kontaktów z chwytami, moje ręce stają się coraz silniejsze, zdolne do utrzymania mnie w pozycjach, o których na początku mogłam tylko pomarzyć. Przestałam bać się wysokości, a obycie z liną stało się czymś naturalnym. Tak jak wiszenie bez kontaktu ze ścianą. Wspinaczka zaś stała się częścią mojego życia. Lekarstwem na stres i codzienność, która niejednokrotnie męczy i odbiera chęci do działania. Idę na ścianę, spotykam znajomych i po chwili już nie myślę o niczym innym, tylko o wspinaniu.

Dzięki wspinaniu spędziłam dwa cudowne dwa wyjazdy wakacyjne. Pierwszy w Hiszpanii, gdzie wspinaliśmy się w Pirenejach, a drugi w Maroku, gdzie siedzieliśmy każdego dnia od samego rana pod skałami, aby wyprzedzić opierające się na nich słońce. Potem – upał okazywał się już byt duży – chowaliśmy się pod skałami i rozmawialiśmy o tym, co się udało, a co nie. To był też wspaniały czas na wymianę doświadczeń i zaprzyjaźnienie się. To zresztą jest najwspanialszy element wspinania – ludzie. Niebanalni. Z pasją. Wrażliwi na rzeczy, których przeciętny człowiek w codziennym pośpiechu nie zauważa. Kiedy spędza się wiele godzin na ścianie, pracując w zespole w którym każdy ma w rękach czyjeś zdrowie, a nawet życie, w sposób naturalny zmniejsza się dystans dzielący początkowo ludzi. Jest czas na wszystko. Nie ma pośpiechu.

Ale jest też w tym wszystkim coś, co jest bardzo prawdziwe. To moment, który szumnie można nazwać walką. Każdy z nas jej doświadcza. W codziennym życiu. W zmaganiu z tym, co często nie po naszej myśli. Wspinanie nauczyło mnie cierpliwości i wyrozumiałości dla własnych błędów i błędów innych ludzi. Dzięki niemu wiem, że jeśli tylko chcesz, możesz dojść na sam szczyt swoich marzeń. Trzeba tylko początkowo odrobinę otwartości aby spróbować, a potem by otworzyć w sobie pasję. Bo nikt niczego nie osiąga, jeśli jej nie ma. Pasja, to podstawa. Obudź ją w sobie. Znajdź swoje miejsce.

Jola Dedejko

Panel ucznia

Nazwa użytkownika:

Hasło:

Zarejestruj się Zapomniałem hasła...
POWTÓRKA MATURALNA
ponwtśrczwptsobnie
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
       
     12
17181920212223
24252627282930
31      
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
       
Szkoła języków obcych Profi-lingua