—— Liczenie ——

Badanie ilości jest badaniem podstawowym. Nawet policzenie strat jest zyskiem. Znać liczbę to posiąść prawdę. Zestawienie liczbowe to ideał wiedzy. Z tego, co nam dane, najważniejsze są dane liczbowe. Przeto pierwszą nauką, jeszcze przedprzedszkolną, jest nauka liczenia. Liczymy sobie za honor nauczyć dzieci liczyć, zanim jeszcze będą umiały przeczytać słowo.

Liczymy. Liczy chłopczyk na światłach, aż zrobią się zielone. Liczy przed zaśnięciem swe długi biedny, sprytny zaś zyski liczy, na które liczy. Liczy sędzia boksera, co padł po ciosie i może jeszcze wstanie. Liczymy do dwudziestu pięciu waląc w pupę. Liczymy wrogów, co gromadzą się pod murami naszej warowni. Liczymy dni, co niby są już policzone. Liczymy resztę, choć często z resztą się nie liczymy. Liczymy, zanim odpalimy rakietę na Marsa. Liczę do trzech, żebyś wreszcie przestał, bo jak nie, to policzę ci żebra. „Kiedy Dawid pragnął w pełni poczuć swą moc i wspaniałość, kazał przeliczyć swój lud” (Kierkegaard, por. też 2 Sam 24). Liczymy schody. Liczymy barany. Liczymy do dziesięciu i zaczynamy szukać. Liczą liczniki w naszym domu. Liczą liczniki naszych kontrolerów. Liczba liczników rośnie. Same liczniki, mianowniki się nie liczą, są pod kreską. Liczymy, że wrócimy do zdrowia. Liczba zgonów rośnie. Liczymy czas, który pozostał. A kiedy mówimy, że nie liczymy już na nic, liczymy, że to nieprawda, liczymy się bowiem z przekorą losu. Liczy na palcach poeta sylaby, liczy eunuch hurysy i liczy kapral rekrutów, którzy, odliczając, właściwie liczą się sami, choć skądinąd zupełnie się przecież nie liczą. Liczymy, że wszystko będzie nam policzone i liczymy, że nie wszystko będzie nam policzone. Liczymy, czy się zgadza. I jeszcze raz liczymy, bo się nie zgadza. Liczymy się z każdym groszem i liczymy się z najgorszym. Dręczymy się, bo nie liczą się z nami. Wyliczamy więc swe zasługi, ale doliczyć się nie możemy swych upadków. Wyliczamy bliźnim ich winy. A kiedy już wszystko policzymy, odczuwamy ulgę.

Wynikiem liczenia jest liczba, a znajomość liczby jest dowodem, że panujemy nad sytuacją. „Wszystko – dobrze pamiętamy tę lekcję Pitagorasa – podporządkowane jest liczbie” (Jamblich, O życiu pitagorejskim, rozdz. XXIX). Klasyczna przypadłość bytu, jaką jest ilość, okazuje się jego pierwszą kategorią. To dzięki niej można w ogóle wyliczyć pozostałe. Pierwszym pytaniem, pytaniem o arche, jest przeto pytanie o liczbę, pytanie: ile? Powiedz: ile zarabiasz, ile kochasz, ile masz, ile dajesz, ile możesz, ile jeszcze? Powiedz liczbę, a powiem ci, kim jesteś. Dzięki liczbie jest piękno. „Liczby są materią poetyczną” (G. Ifrah, Dzieje liczby, Wstęp). Dzięki liczbie jest porządek, jest ranking. Porządkowymi są także liczebniki główne.

Badanie ilości jest badaniem podstawowym. Nawet policzenie strat jest zyskiem. Znać liczbę to posiąść prawdę. Zestawienie liczbowe to ideał wiedzy. Z tego, co nam dane, najważniejsze są dane liczbowe. Przeto pierwszą nauką, jeszcze przedprzedszkolną, jest nauka liczenia. Liczymy sobie za honor  nauczyć dzieci liczyć, zanim jeszcze będą umiały przeczytać słowo.

Podstawową formą poznawania i posiadania staje się zaliczanie. Zaliczamy nie tylko wykłady, lektoraty czy egzaminy. Zaliczamy też szczyty i szczytowania, zaliczamy ezoteryczne księgi i egzotyczne księstwa, dzieła sztuki i sztuki ciał (np. owe słynne 1003). Jeżeli zaś ktoś staje na przeszkodzie naszej woli zaliczania, to winniśmy się z nim policzyć. Jedynie z liczeniem nie chcemy się policzyć. Szał liczenia nie zna miary, jak nie zna jej szał panowania, bo jednym są szałem.

Obok licznych funkcji liczbowych mamy również różne funkcje liczenia. Prócz funkcji porządkującej i funkcji zawłaszczającej, dzięki którym możemy cieszyć się namiastką uporządkowania i namiastką zapanowania, szczególnie doniosła jest kojąca funkcja liczenia. Policz sobie, a liczenie cię ukoi; boli – zaciśnij zęby i licz, nie możesz usnąć, zamknij oczy i licz; i człowiek zaciska zęby i liczy, zamyka oczy i liczy, i liczy. Radość liczenia jest tedy zasadniczo pochodną radości zapanowywania poprzez liczby bądź pochodną błogości bycia ukołysanym monotonnym rytmem liczenia.

Liczymy lata, co nam mijają, i odliczamy na straty złudzenia naszej dzielnej młodości. Kochamy się jak żydzi, ale liczymy się jak bracia – od awantury przy stosie ofiarnym poczynając. Bywa, że przeliczamy się licząc na kogoś. Bywa, że ktoś przelicza się haniebnie licząc na nas. Ale liczymy. Liczymy w pamięci i liczymy bez pamięci. Liczymy ze strachu. Liczymy w nadziei. Liczymy do trzech. Liczymy do śmierci. Liczenie jest modlitwą człowieka epoki liczników, a liczne liczydła jego różańcem. Wprawdzie modlitwa bywała już wcześniej liczeniem (u Mickiewicza, na przykład, „Niemiec … liczy różaniec”), ale teraz samo liczenie stało się modlitwą.

Tymczasem, powiedzmy prawdę, liczenie nie ma sensu. Nawet wyliczanki retorów dowodzą jedynie ich bezsilności. Liczenie jest odgradzaniem się. Jeżeli idę przez las i liczę drzewa, to nie idę przez las, lecz jedynie przez szpaler liczb. Liczenie nie wymaga obecności. Mogę iść i liczyć kroki, ale mogę również nie iść i liczyć. Mogę liczyć coś, ale mogę też liczyć, niczego nie licząc. Liczenie nie potrzebuje świata. Znam takich, którzy już niczego nie liczą, choć cały czas liczą. Sama liczba jest bezpieczniejsza, wolna od jakiejkolwiek skazy. Czyste siedem jest lepsze nie tylko od siedmiu plag, ale i od siedmiu cnót. W ten sposób mamy nadzieję liczyć i po śmierci. Nieskończoność liczb jest bowiem gwarancją nieskończoności liczenia, a zatem, łudzimy się, jest też gwarancją nieskończoności życia jako liczenia.

Tymczasem, powtórzmy tę prawdę (choć powtórzenie już jest liczeniem), liczenie nie ma sensu. Liczenie dotyczyć może jedynie tego, co policzalne. Ale to, co policzalne, jest nieistotne. Właśnie to, że jest policzalne, jest znakiem jego nieistotności. Istotne jest niepoliczalne, z liczeniem niewspółmierne. Myślenie, które liczy, jest przeto zdradą myślenia istotnego. Furkot liczydeł oznacza nasilanie się niemyślenia. Liczenie pieniędzy, liczenie na pieniądze i liczenie się z pieniędzmi jako codzienność naszej myślowej aktywności stanowią o nędzy naszego myślenia. I nawet jeżeli liczą cię na  miliony, nędzy tej nie ujdziesz. Oczywiście, każde liczenie jest ostatecznie liczeniem pieniędzy, na pieniądze i z pieniędzmi. Kiedy na przykład liczą oglądaczy, liczą pieniądze. Nowi nawijacze, do ekranu przykuwacze, są w cenie, bo dzięki nim liczba rośnie, a więc i rośnie suma w Centralnym Liczniku Sum Doczesnych. Opętany liczeniem człowiek liczy, że po jego śmierci Sprawiedliwi wezmą pod uwagę jego liczbę w LSD. Oni jednak powiadają: „Ale cóż nas, którzy rozumiemy życie, obchodzą liczby!” (Antoine de Saint-Exupéry).

Żadna liczba nie może wyrazić człowieka. Człowiek nie jest obliczalny, ale w świecie, którego osią jest oś liczbowa, z nieobliczalności uczyniono chorobę psychiczną. Mieć jakieś znaczenie w tym świecie to tyle, co (korektor mnie zaraz poprawi: nie „co”, lecz „ile”) „liczyć się”. Toteż ogarnia nas przerażenie, kiedy zorientujemy się, że już się nie liczymy. I żadną nie jest pociechą, kiedy widzimy, że i mądrość się nie liczy, i w ogóle żadna cnota się nie liczy. Jest oczywiste, że liczyć może się tylko to, co można policzyć. Wszystko tedy, nie tylko człowiek, dzieli się na to, co się liczy i na to, co się nie liczy. A Ty się liczysz? Ja – nie.

Chociaż się już nie liczymy, to jednak nadal liczymy. Właściwie to wszystko liczy, nie tylko ludzie. Dom, w którym żyję, liczy cztery piętra, a mieszkanie liczy trzy pokoje, natomiast suka sąsiada liczy siedem lat.

W tym stanie ludzkości, który w pierwszym rzędzie jest stanem liczebnym, już nikt nie liczy się ze słowami, które nie są liczebnikami. Funkcje przewodnich myśli przejmują przewodnie liczby, a tymi są, oczywiście, wielkie liczby. Wielki liczyciel ogłasza swą największą liczbę: „Liczę, więc jestem.” A jeszcze większy liczyciel poprawia go i mówi: „Liczę się, więc jestem”. Inny pogrążony w swych rozliczaniach wywodzi: „Na początku była liczba. Nie! Na początku był ilo-czyn!”. Oczekiwanego zaś zbawcę zapowiada wieszcz: „A imię jego: liczba”. Zbawienie bowiem jest w  grze liczbowej. Również mądrość ludowa poszła po licznik do głowy i miast starej prawdy: „najpierw pomyśl, potem zrób”, naucza dzisiaj: „najpierw policz, potem zrób”. I doprawdy, nie znajdziesz  głębszej prawdy.

Jeśli w epoce myślenia lekkomyślność była ryzykiem, to dzisiaj, w epoce  liczenia, lekko licząc niewiele ryzykujemy.

Tymczasem poczciwy Aleksander Brückner wywodzi słowo „liczyć” od tematu „lik” (zachowanego jeszcze w zwrocie: „bez liku”), który funduje nam również nasze „lico” (i w konsekwencji nasze „oblicze”). Tak tedy, cytuję Brücknera: „liczyć znaczyłoby – pokazać licem [twarzą]”. No i pokazujemy swą twarzą i swą twarz – liczymy. Nasza twarz ma głęboko zaliczony wyraz. Nasze oblicze jest efektem obliczenia. W obliczu oblicza zaczynamy obliczać. Popatrz: oblicza się oblicza.

Dzisiaj, w epoce przeważania liczby przeważającej, man to już nie dokonujący niebywałych czynów superman, tym bardziej nie erotoman, ze swymi licznikami na narządach, dzisiaj man to liczman. Liczba jego mać.

Panel ucznia

Nazwa użytkownika:

Hasło:

Zarejestruj się Zapomniałem hasła...
POWTÓRKA MATURALNA
ponwtśrczwptsobnie
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
       
     12
17181920212223
24252627282930
31      
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
       
Szkoła języków obcych Profi-lingua