— Klucz to słuszna idea —

Maturalny klucz jest doskonałym przykładem na to, jak niesprawiedliwie oceniany jest egzamin dojrzałości – jego idea i jakość. Media skupiają się na małym wycinku, ale uderzają w całą maturę, ograniczając kwestię klucza do nic nie znaczącego absurdu – mówi na łamach Tygodnika Powszechnego były minister edukacji Mirosław Handke

W opinii byłego polityka nieistniejącej już dziś Akacji Wyborczej Solidarność (AWS), która w 1999 roku  przygotowała wspólnie z Unią Wolności reformę oświaty, rezygnacja ze starej matury była właściwym posunięciem, gdyż „była wyjątkowo niesprawiedliwa i praktycznie nie miała znaczenia przy rekrutacji na studia”. Jednak projekt, który stanowił sztandarowe dzieło reformy edukacji został zablokowany przez kolejne rządy. Jak mówi sam Handke – „szybko nam je popsuto”.

”Pani  Łybacka przede wszystkim zablokowała wprowadzenie nowej matury, a następnie – gdy okazało się, że jej decyzję zakwestionowali prawnicy – zrobiła ją opcjonalną. I tylko raz, w 2002 r., 10 proc. młodych ludzi zdawało maturę, do której się przyznaję. Potem nastąpiły w niej zmiany, które pierwotny projekt wypaczyły.”

Najważniejsze – co oczywiste w każdej reformie – były zaproponowane zmiany. „W mojej maturze były trzy przedmioty obowiązkowe: język polski, język obcy i matematyka. Potem można było sobie wybrać jeden lub więcej nadobowiązkowych. Tymczasem matematykę zlikwidowano, zastępując ją przedmiotem do wyboru. W rezultacie młodzież poszła na łatwiznę i tym trzecim przedmiotem są najczęściej geografia oraz wiedza o społeczeństwie – zdaje je ok. 2/3 maturzystów, podczas gdy matematykę maksymalnie 15 proc. (…) Jednocześnie minister Łybacka wycofała się z systemu dwóch stopni trudności egzaminu. Polegał on na tym, że trzy obowiązkowe przedmioty można było zdawać na dwóch poziomach: podstawowym – obowiązkowym dla wszystkich, oraz rozszerzonym, który odbywałby się po zakończeniu tego pierwszego. O tym, czy zdawać rozszerzony, uczeń decydowałby podczas matury. Dzięki temu np. można by było porównywać wszystkich ze wszystkimi wg. tych samych kryteriów, a uczeń ambitniejszy mógłby się dodatkowo wykazać i coś więcej zyskać – wspomina prof. Handke.

Dyskusyjną sprawą w nowej maturze stała się też kwestia „prezentacji z języka polskiego, która dla wielu stała się synonimem maturalnej patologii”. Co zaskakujące – jej obecny kształt nie był projektowany w pierwotnej wersji reformy, gdyż prezentacja miała być elementem egzaminu wewnętrznego, który w żaden sposób nie wpływałby na końcowy wynik matury. Z czego jednak bierze się taka opinia? „Ponieważ nie sposób tych prezentacji porównywać ze sobą, a istotą nowej matury była porównywalność, czyli możliwość przyłożenia do niej obiektywnych miar. Od początku też było wiadomo, że w większości przypadków prezentacje nie będą powstawać samodzielnie, choć nie przewidziałem, że skala tego procederu będzie tak szeroka” – przedstawia tą kwestię były minister.

Najwięcej dyskusji w kwestii nowej matury wzbudzał od samego początku maturalny klucz. To on stanowił najsilniejszy cel krytyki – zarówno ze strony środowisk nauczycielskich, rodziców, uczniów, naukowców czy dziennikarzy. Jednak w opinii prof. Handke jest „to kolejny przykład na to, jak niesprawiedliwie oceniana jest matura. Media wybierają sobie jakiś wycinek, ale walą w całą maturę, sprowadzając kwestię klucza do absurdu. Jednocześnie w wielu przypadkach wykazując się ignorancją.” Pytanie jednak czy można obronić ideę klucza, która – wedle środowiska nauczycielskiego – odpowiada za „obniżenie się poziomu procesu edukacyjnego, jego infantylizację i tabloidyzację”. Minister Handke broni jednak stworzonego przez siebie pomysłu: „Wymyśliliśmy maturę jako mieszankę pytań otwartych i zamkniętych. Nie można więc tego nazywać testami, jak czyni to wielu dziennikarzy i nauczycieli. Proces egzaminowania to ogromna wiedza. Są kraje – mówię o tych wysoko rozwiniętych – gdzie dominuje system testowy; w innych postawiono na równowagę pytań otwartych i zamkniętych. Ale łączy je jedno: ustalanie takich kryteriów pomiaru, aby respektować zasadę maksymalnej obiektywizacji. Tymczasem w Polsce błąd polega na tym, że próbujemy oceniać maturzystę poprzez pryzmat jednego przedmiotu: języka polskiego, a obiektywizowanie oceny za pomocą klucza – który jest demonizowany – nazywa się infantylizacją oraz podcinaniem skrzydeł twórczo myślącym młodym ludziom.”

Warto się jednak zastanowić czy możliwa jest zmiana formuły klucza albo nawet całkowita jego likwidacja. Wydaje się jednak, iż w ten sposób „wrócilibyśmy do starej matury, gdzie ocena byłaby względna, bo znowu zależałaby tylko od nauczyciela. Tym samym musielibyśmy przywrócić egzaminy wstępne na uczelnie, gdyż maturalnych wyników nie dałoby się sprawiedliwie porównać.” Jak zatem rozwiązać ten problem? Wedle prof. Handke cały kłopot został stworzony przez odejście od dwustopniowego egzaminowania. W takim rozwiązaniu było wyraźnie widać, iż uczniowie słabsi rozwiązywali tylko jeden – pierwszy test – a lepsi podchodzili do części trudniejszej, wymagającej od nich wiedzy rozszerzonej oraz dodatkowych umiejętności.

Na pytanie: „Co, oprócz doskonalenia klucza, należałoby poprawić w nowej maturze?”, prof. Handke odpowiada, iż „najważniejszą rzecz już zrobiono: przywrócono obowiązkowy egzamin z matematyki”. W jego opinii „dojrzałość młodego człowieka powinna być mierzona znajomością oraz umiejętnością posługiwania się trzema językami: językiem polskim, w którym zapisana jest nasza kultura; językiem obcym, aby mieć dostęp do innych kultur, oraz językiem matematycznym lub inaczej mówiąc – logicznym, którym opisujemy otaczającą nas przyrodę.”.

W opinii profesora Handke listę przedmiotów do wyboru należałoby ograniczyć jedynie do tych, z którymi uczniowie mają kontakt w szkole. A to oznaczałoby, iż w przypadku takich jak nauka o tańcu czy historia sztuki powinny być przeprowadzane egzaminy wewnętrzne.

W odniesieniu do całej matury pojawia się jednak pytanie, na ile jej wynik odwzorowuje predyspozycje maturzysty do studiowania. „Celem reformy sprzed 11 lat było stworzenie spójnego systemu edukacji: od przedszkola do studiów doktoranckich. Niestety, zmienić udało się tylko szkolnictwo podstawowe i średnie – i to nie do końca. Nie udało się natomiast przeprowadzić kompleksowej reformy szkolnictwa wyższego. I tu rodzi się problem. W Polsce do matury przystępuje ponad 80 proc. populacji. Z tej liczby zdecydowana większość chce studiować. Na podstawie matury musimy więc rozesłać tę młodzież do poszczególnych szkół wyższych, które reprezentują bardzo zróżnicowany poziom – np. między Uniwersytetem Warszawskim a wyższą szkołą zawodową w jakiejś małej miejscowości jest przepaść. Trzeba to zrobić adekwatnie do zdolności i predyspozycji tych młodych ludzi, a miarą tego ma być właśnie matura” – podkreśla prof. Handke.

Jeśli chodzi o relacje między maturą a przepustka na studia, to w tej kwestii były minister nie jest zwolennikiem prostego rozwiązania: zdałeś, otrzymujesz wejście na wymarzony kierunek. Wedle jego opinii w pierwotnym projekcie nie było prostego wartościowania: zdał – nie zdał. Jego zespół stworzył system, który do końca liceum miał być egalitarny, zaś matura miała sprawdzać co naprawdę z tego wynika i kto jak ze swojej szansy skorzystał. Stąd też sama matura powinna być czymś, co oddziela egalitaryzm od elitaryzmu. Powinna być swoistym społeczno – edukacyjnym sitem, które wstępnie wychwytuje przyszłe elity. W opinii prof. Handke taki zabieg należy realizować dopiero na maturze, gdyż dłuższe przytrzymanie człowieka w szkole daje mu szansę odkrycia własnych możliwości. Odsiewanie części młodzieży już w szkole podstawowej czy gimnazjum to jeszcze zbyt wczesny etap na takie działanie.

Pojawiają się jednak wątpliwości. Czy rezygnując z utworzenia wcześniej odpowiedniej bariery nie obniżamy rangi samej matury? „Taką cenę warto zapłacić, ponieważ obecny system nikogo nie skreśla i daje permanentną szansę na poprawę. Tamten system był zamknięty, ten jest otwarty, co sprawia, że każdy ma szansę zdobyć wykształcenie adekwatne do swoich możliwości i zdolności. Jeden więc skończy swoją edukację na poziomie licencjatu, bo na więcej go nie stać, inny na poziomie doktoratu i to w elitarnej uczelni” – podkreśla zdecydowanie prof. Handke.

Zastanawiająca jest przy tym kwestia, jak duży odsetek osób w „wieku studenckim” jest w stanie ukończyć studia wyższe? W tej kwestii były minister uważa, iż najwyżej 50 procent. Wskazuje też, iż w Polsce został on znacząco przekroczony, co stanowi „swoisty rekord świata”. Efektem jednak jest to, iż duża część młodzieży uzyskuje wykształcenie wyższe jedynie nominalnie, a nie faktycznie. Pytanie: „Z czego to wynika?” „Z tego, że pewne placówki edukacyjne dostały status szkół wyższych, choć tak naprawdę nimi nie są. Stało się to ze względów politycznych, społecznych i biznesowych. Nic więc dziwnego, że dzierżymy kolejny rekord: w Polsce jest tyle wyższych uczelni, ile w całej Europie! Problem nie jest więc w tej młodzieży, tylko w istniejącej strukturze. Ale i ona szybko zostanie zweryfikowana. Przewiduję, że ok. 80 proc. szkół wyższych upadnie lub zostaną wchłonięte przez inne. Tylko że nastąpi to w ciągu 10–20 lat. I to dopiero ma szansę podnieść średni poziom kształcenia na studiach, który – wbrew obiegowym sądom – obniżył się znacznie bardziej niż poziom kształcenia w szkołach średnich” – podkreśla były minister.

Tekst źródłowy – Tygodnik Powszechny

Panel ucznia

Nazwa użytkownika:

Hasło:

Zarejestruj się Zapomniałem hasła...
POWTÓRKA MATURALNA
ponwtśrczwptsobnie
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
       
     12
17181920212223
24252627282930
31      
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
       
Szkoła języków obcych Profi-lingua