—— Etyka jako wiara w dobro ——

Gdyby przyjąć, że w sercach ludzi jest tęsknota za Bogiem, ale że prócz tęsknoty nie ma nic więcej, to i tak cała etyka, którą znajduję w swym sercu i umyśle oraz w sercach i umysłach innych ludzi, zachowałaby swą ważność. Czy przykazanie miłości bliźniego straciłoby swą siłę, gdyby okazało się, że nie ma żadnej nagrody, ani też nie będzie żadnej kary? Sądzę, że nie.

Dwie stare, zapomniane przez świat panny, o których istnieniu przypomina sobie – i to tylko okazjonalnie – jedynie niewielu spośród licznych zastępów spowinowaconych, spierają się, która bardziej winna, że za mąż nie wyszły i potomstwa nie mają. Bez ciebie – zarzuca wzajemnie jedna drugiej – na pewno miałabym większe powodzenie. Ale to tylko przedstawienie i co obchodzić może ono chłopca, który chce zostać mistrzem w kopaniu piłki, czy dziewczynę, która marzy o wygraniu konkursu „piękności”, czy nawet owego „intelektualistę”, co wymyślając naukowe bądź reklamowe slogany spodziewa się zarobić majątek? Porzućmy teatralną personifikację religii i etyki oraz spór, jaki autor tego scenariusza każe im toczyć i rozważmy rzecz bardziej osobiście i bardziej bezpośrednio.

Bóg nie objawił mi się i nie przemówił do mnie, nie bardzo też wierzę, by kiedyś się to zdarzyło. Ale gdyby Bóg rzeczywiście mi się objawiłi przemówił do mnie i gdybym od tego nie umarł, to cała etyka, którą znajduję w swym sercu i umyśle oraz w sercach i umysłach innych ludzi, nie mogłaby być czymś ponad słowo Boga. Mimo to jednak, gdybyzażądał, w co trudno mi uwierzyć, bym wziął swego syna, wyprowadził w góry i tam zabił, a ciało spalił, chciałbym znaleźć w sobie dość siły, by się sprzeciwić.

Gdybym spotkał człowieka, który zamierzałby zabić swe dziecko i gdybym odważył się, bo sądzę, że powinienem się odważyć, a więc gdybym odważył się mu sprzeciwić, a ten rzekłby, że Bóg mu się objawił i nakazał czynić, co właśnie czyni, nie dałbym wiary i z całych sił starałbym się mu przeszkodzić.

Gdyby przybiegło do mnie przerażone dziecko i chciało się schronić, bo ściga je ojciec, który z nakazu Boskiego ma je zabić, bez wahania udzieliłbym mu schronienia.

Nic takiego jednak mi się nie przydarzyło i nie wierzę, że kiedyś mi się przydarzy. Codzienność i jej etyczne brzemię są inne, mniej spektakularne, ale nie mniej ważące.

Gdyby przyjąć, że w sercach ludzi jest tęsknota za Bogiem, ale że prócz tęsknoty nie ma nic więcej, to i tak cała etyka, którą znajduję w swym sercu i umyśle oraz w sercach i umysłach innych ludzi, zachowałaby swą ważność. Czy przykazanie miłości bliźniego straciłoby swą siłę, gdyby okazało się, że nie ma żadnej nagrody, ani też nie będzie żadnej kary? Sądzę, że nie.

W dramacie, którego głównymi postaciami są: Bóg, Abraham, Ty, Izaaku, i ja wraz z moją etyką, staję nie po stronie Boga czy Abrahama, lecz po Twojej stronie, a więc po stronie najsłabszego. Jeśli to właśnie jest etyczne, toczy przecież nie jest zarazem zgodne z etycznym przesłaniem Ewangelii? I jeśli przesłanie to jest mi tak bliskie, to przecież nie dlatego, że to „Jezus powiedział”, lecz ze względu na to, co powiedział (wyjąwszy zakaz powtórnego małżeństwa dla porzuconych kobiet przy równoczesnym braku takiego zakazu dla porzuconych mężczyzn – por. Mt 5, 32).

Jeśli próbować wyobrazić sobie – co przekracza wytrzymałość przeciętnie wrażliwej osoby – wszystkie te okrucieństwa, jakie człowiek wierzący zgotował człowiekowi „wierzącemu inaczej”, wszystkie owe tak krwawe religijne wendety, to idea „zawieszenia etyki” wobec bardziej pryncypialnych wezwań religii ukazuje swą inną, nader ponurą twarz. Z drugiej zaś strony religia chrześcijańska stawia swym wyznawcom szczególnie wysokie wymagania etyczne. Stąd codzienne życie chrześcijanina, jeśli miast być przepełnione troską o powierzony człowiekowi b y t i jego dobro, przepełnione jest troską o własny dobrobyt, ma w sobie daleko więcej fałszu etycznego niż życie niechrześcijanina. W tej sytuacji nie ewentualne starcie pomiędzy religią i etyką narzuca się jako palący problem, lecz wzmożenie etyki przez religię, za którym to wzmożeniem praktyka pozostaje do tego stopnia w tyle, iż w rezultacie otrzymujemy specjalną postać fałszu, z którym szybko się oswajamy. I to jest największe zgorszenie.

Patrząc z jeszcze innej perspektywy, bardziej niż opozycja religii i etyki widoczna jest dziś marginalizacja obu. Ich los wydaje się wspólnym losem. Ewangeliczne przykazanie miłości bliźniego jest zarazem etyką. Ale: jak dziś”miłujemy bliźniego”? W jakim sensie mogłoby nasze życie być „miłowaniem”, przez „miłowanie” być określone? Bez miłości,czyli poza religią i poza etyką – oto nasza codzienna praktyka.

W kolejach losu religii i etyki zasadniczą różnicą pozostaje instytucjonalizacja. Instytucjonalizacja religii gwarantuje jej w miarę statyczne trwanie. Niemożliwość instytucjonalizacji etyki strzeże ją przed zinstytucjonalizowanym fałszem, ale czyni ją bardziej narażoną na „burze” zmieniających się epok.

Religia przykazuje miłować. Przykazanie to ma sens tam, gdzie bez niego miłowanie by nie wystąpiło, ma sens dla tego, który bez niego by nie miłował. Jeśli jednak rozumieć owo przykazanie zarazem etycznie, to wówczas religia czyni z etyki, która jest możnością, powinność. Ale etyczność – jako możliwy charakter egzystowania – nie może być przedmiotem powinności, nakazu, obowiązku.Jej brak nie może podlegać „karaniu”. Etyczność jest twoją możliwością. Gruntuje się ona na wierze w dobro. Wierzyć w dobro znaczy: nie mieć żadnych dowodów, ale życiem swym dobru świadczyć. „Odpowiadanie nie jest sprawą powinności, lecz możności” – pisał Martin Buber. Formalną właściwością etyczności jako charakterystyki ludzkiego sposobu bytowania jest, iż nie można jej pozyskać, stawiając sobie ją za cel działania. Inaczej mówiąc, to nie ona musi być w naszych dążeniach „zamierzona”, „intendowana”, lecz coś innego. Ona pojawia się dopiero „potem” i to właśnie dzięki temu, iż to coś innego nas porusza, określa nasz sposób bycia.

Etyka jako wymiar ludzkiej egzystencji jest pewnego rodzaju miłością do bytu i wynikającą z niej pieczołowitością. Takich rzeczy się nieuzasadnia. Nie uzasadnia się bowiem miłości, przyjaźni czy życzliwości oraz wynikających z nich pieczołowitości i poświęcenia.

W religii chodzi człowiekowi o Boga, w etyce chodzi człowiekowio to wszystko, co domaga się jego troski. Jeżeli Bóg potrzebuje człowieka, to człowiek etyczny będzie troszczyć się o Boga. Jeżeli człowiek etyczny potrzebuje Boga, to – jak o każdej własnej potrzebie – powinien i o tej w miarę możności zapomnieć. Jeżeli bliźni człowieka etycznego potrzebuje istotnie Boga, to człowiek etyczny będzie pomagał bliźniemuw tej jego potrzebie.

Właściwe człowiekowi pragnienie szczęśliwości pozostaje w opozycji zarówno do religii, jak i etyki (jeśli nie przykrawać ich do minimalizmu „małego człowieka” i jego codziennej krzątaniny). Ponieważ pragnienie to jest czymś dla człowieka w pełni naturalnym, perspektywy religijna czy etyczna muszą je adaptować, a nie piętnować i negować. Adaptacja ta jest jednak przysłowiową kwadraturą koła. Bowiem to nie własna szczęśliwość człowieka etycznego, choćby najgłębiej pojęta, jest przedmiotem jego etycznej troski, lecz – nietrywialnie pojęta – szczęśliwość „najmniejszych”.

Problem wiary bądź niewiary jest po części problemem pozornym. Wiara jest bowiem nieunikniona. Natomiast problemem jest przedmiot wiary. Były, są i będą sprawy, co do których w i e d z a jest niemożliwa, pozostaje jedynie wierzyć bądź nie wierzyć. Jednakże wyraźny akt niewiary nie ma charakteru braku wiary, lecz jest wiarą w zaprzeczenie. Ty wierzysz, że w jakiejś formie powrócisz, wierzysz w nieśmiertelność swej duszy, on natomiast nie wierzy, to znaczy, on wierzy w absolutną bezpowrotność człowieka, w absolutną jego śmiertelność. Ty wierzysz w Boga Jedynego, on nie wierzy, to znaczy, on wierzy, że Boga nie ma. Ty wierzysz w dobro, w sens dobro-czynienia, on nie wierzy, to znaczy, on wierzy, że czynienie dobra nie ma żadnego głębszego sensu. Właśnie dlatego, że akt niewiary jest również zdecydowanym opowiedzeniem się, zajęciem stanowiska i podjęciem ryzyka, zachowuje on moc określania osobowości.

Podczas gdy niezdolność do wierzenia w podstawowe przedmioty wiary czy do wierzenia w ich zaprzeczenia oznacza niezdolność do samookreślenia się i ma za swą konsekwencję nieokreśloność, bezkształtność człowieka.

Człowiek taki nie jest osobiście obecny. Jest jedynie bezwładnym materiałem poddanym zręczności zewnętrznych „kształcicieli”.

Panel ucznia

Nazwa użytkownika:

Hasło:

Zarejestruj się Zapomniałem hasła...
POWTÓRKA MATURALNA
ponwtśrczwptsobnie
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
       
     12
17181920212223
24252627282930
31      
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
       
Szkoła języków obcych Profi-lingua