— Edukacja – wyzwania przyszłości —

Aby właściwie ocenić rynek pracy i w tym względzie własne szanse na zatrudnienie, nie wystarczy tylko ocenić poziomu własnego wykształcenia. Aby bowiem w istotny sposób zwiększyć swoje szanse pracownicze, należy przyjrzeć się tzw. umiejętnościom kluczowym z punktu widzenia pracodawcy.

O czym mowa? Otóż wiadomą jest rzeczą, iż wykształcenie nadaje nam jedynie teoretyczne przygotowanie do podjęcia określonego zajęcia. Jednak naszemu ewentualnemu pracodawcy zależy na naszych realnych umiejętnościach. Dokument nie wykona za nas określonych zadań. Stąd też w ogłoszeniach o pracę tak często pojawia się wymaganie dotyczące doświadczenia w danej branży. Pracodawca chce bowiem być pewien, że przejmując określony pakiet zadań jego nowy pracownik bez problemu sobie z nimi poradzi. Poszukuje więc osoby (osób) z umiejętnościami wpasowującymi się w planowane na przyszłość zadania. I w tej dziedzinie zależność jest taka, że im wyższe i bardziej samodzielne stanowisko, tym doświadczenie musi być większe. A zatem poziom kluczowych umiejętności także. Pracownika niższego rzędu, jeśli tylko posiada do tego odpowiednie predyspozycje i nastawienie, zawsze można wyszkolić.

Jak jednak myśleć w tym w tym kontekście o systemie szkolnictwa wyższego, które bezpośrednio poprzedza szukanie pracy? Otóż wydaje się, iż idealna sytuacja to taka, w której zmieniające się tendencje rynku pracy na bieżąco są monitorowane i w oparciu o nie wypracowana zostaje adekwatna oferta edukacyjna. Tylko tak studia wyższe mogą okazać się atrakcyjną odpowiedzią na panującą sytuację. To wymaga oczywiście wielkiej elastyczności, ale przynosi określone efekty. W Polsce natomiast mało które uczelnie potrafią szybko i skutecznie reagować na zmieniające się warunki, stąd też wielu absolwentów bezpośrednio po ukończonych studiach zasila rzesze osób bezrobotnych. Często nawet na wiele miesięcy. Albowiem nawet wtedy, gdy praca jest dostępna, okazuje się (i na to często uskarżają się pracodawcy), iż nie ma kto jej wykonać, gdyż to, co może zaoferować absolwent rozmija się znacząco z oczekiwaniami pracodawcy. Ta sytuacja nie jest zaś niczym innym, jak oceną wystawioną polskiemu systemowi kształcenia, wskazującą na rozdźwięk panujący pomiędzy oczekiwaniami rynku pracy, a ofertą szkół wyższych.

Jak zatem kształtuje się owo zapotrzebowanie rynku pracy? Gdyby przyjąć, iż w społeczeństwach rozwiniętych kierunki rozwoju gospodarki przebiegają podobnie, znaczyłoby to, iż wzorem dla naszych dążeń powinny być najlepiej rozwinięte gospodarki krajów UE oraz Stanów Zjednoczonych. Jaka zatem panuje tam tendencja? Otóż od wielu już lat w krajach wysoko rozwiniętych najbardziej wybitną rolę odgrywa sektor usług. To właśnie z nim wiąże się wzrost zamożności tych krajów i on także okazał się najdynamiczniej rozwijającą się gałęzią gospodarki. W Polsce, choć niezmiennie od kilkunastu już lat sytuacja zmienia się na korzyść, istnieje w tej dziedzinie ogromne zapóźnienie. W dużych miastach – takich jak Warszawa, Kraków, Poznań czy Wrocław – które dynamicznie dostosowały się do nowych wyzwań, sytuacja jest najbardziej zbliżona do tej z krajów UE. Jednak w małych miasteczkach i na wsiach, a nawet w wielu dużych miastach sytuacja jest zgoła odmienna. Często także całe regiony wykazują ogromne braki w tej dziedzinie. Dla przykładu wystarczy powiedzieć, iż w województwie podkarpackim w sektorze usług zatrudnionych jest zaledwie 25,8 % pracujących.

Jak zatem powinien kształtować się rozwój edukacji z uwagi na wyzwania, jakim powinna służyć? Jak wypowiada się w tej kwestii Peter Drucker – jeden z najwybitniejszych autorytetów w tej dziedzinie – „podstawowy zasób ekonomiczny – <<środki produkcji>>, jeśli użyć terminu ekonomicznego, nie jest już kapitałem, podobnie zresztą jak nie są nim bogactwa naturalne. Tym zasobem jest i będzie wiedza”. W ostatnim czasie rola wiedzy i edukacji staje się coraz bardziej znacząca. Widać to choćby po polityce takich państw jak Finlandia, w której każde zachwianie koniunktury gospodarczej powoduje zwiększenie nakładów finansowych na system oświaty. Uważa się tam bowiem, iż rozwiązaniem każdego problemu gospodarczego jest edukacja, a nie wszelkiego typu rozwiązania administracyjne państwa. To zresztą wpisywałoby się w przekonania o tym, jakiego typu gospodarką będzie gospodarka przyszłości: opartą na wiedzy i technologii informacyjno-komunikacyjnej. A ta przede wszystkim musi cechować się elastycznością w kształtowaniu nowych kadr pracowniczych. Przyszłość bowiem charakteryzować się będzie poprzez słowo „nowość”, a każda nowość przychodzi poprzez rozwój bieżącego stanu wiedzy.

Wiedza nabrała w ostatnich kilkunastu latach zupełnie nowego znaczenia. Stałą się przepustką do nowoczesnego świata. Także do tego, co kiedyś miały zapewniać wielkie i uzbrojone po zęby armie: do władzy. Znakomitym przykładem jest społeczeństwo chińskie, na którego rozwój gospodarczy coraz częściej wielu patrzy z niepokojem. Zresztą to nie gdzie indziej, jak tylko na Dalekim Wschodzie, powojenna Japonia – nie mając własnych bogactw mineralnych – zbudowała swoją potęgę na właściwej organizacji wiedzy i uzyskiwanych w ten sposób innowacjach technologicznych.

Coraz większa ilość osób badająca zjawiska społeczno-ekonomiczne zachodzące we współczesnym świecie, zauważa, iż edukacja przyszłości może napotykać na nie lada problemy. Otóż cechą wszystkich współcześnie zachodzących zmian jest ich dynamika i nieprzewidywalność. Wielość dziedzin, w jakich dokonywane są nowe odkrycia i szerokość perspektywy realizowanych zadań powoduje, iż w wyścigu do właściwie zorganizowanej wiedzy wytrwać mogą tylko najbogatsi i najlepiej zorganizowani. Koszty wytwarzania nowych technologii wymagają tak bogato wyposażonego i kosztownego zaplecza, iż w ubieganiu się o nie mogą wytrwać jedynie nieliczni. Najtrudniejsze jednak nie jest to, aby sama technologia powstała, ale aby została właściwie wykorzystana. Nie jest to jednak możliwe, bez wykształcenia nowego modelu podejścia do edukacji, który w krajach wysoko rozwiniętych funkcjonuje już od lat. Model ten został zresztą określony jako pojęcie „społeczeństwa uczącego się” i wskazany jako rozwiązanie na przyszłość. Ale aby to mogło się stać, trzeba było w tych krajach uczynić głęboką przemianę w dotychczasowym systemie kształcenia, zarówno pod względem struktury, celów, treści i metod. W wypracowanej przez Komisję Europejską dokumencie zatytułowanym ”Biała księga kształcenia i doskonalenia. Nauczanie i uczenie się na drodze do uczącego się społeczeństwa”, określonych zostało pięć postulatów skutecznej realizacji edukacji przyszłości:

  •     powszechne zachęcanie do ustawicznego kształcenia
  •     dokonanie zbliżenia szkoły i przedsiębiorstwa
  •     ograniczenie marginalizacji w dostępie do wiedzy
  •     upowszechnienie znajomości trzech języków
  •     równorzędne traktowanie inwestycji materialnych i edukacyjnych

Pierwszy z postulatów może zostać zrealizowany poprzez powstanie ogromnej ilości placówek, które świadczyć będą rozmaite usługi edukacyjne dla dorosłych, podnoszące ich dotychczasową wiedzę, przekwalifikowujące bądź też uczące zupełnie nowych umiejętności. W jakiejś mierze już się to stało, gdyż do tej pory powstało w Polsce wiele ośrodków kształcenia ustawicznego, które wychodzą na przeciw tym zapotrzebowaniom. Rynek jednak z pewnością nie jest nasycony, tym bardziej, że ma on się rozwijać i przekształcać równolegle z rozwojem samych nowych technologii. Waga tej sprawy niech zostanie ukazana choćby przez kilka liczb. Są bowiem kraje Unii Europejskiej, gdzie istnieje bardzo wysoki odsetek osób, które rozpoczynają swoje studia wyższe w wieku 30 lat i więcej. Dla przykładu w Wielkiej Brytanii jest to aż 25% osób, w Szwecji 18%, zaś w Danii 17%.

Drugi postulat funkcjonujący od lat w krajach wysoko rozwiniętych, u nas dopiero zaczyna swój proces realizacji. Coraz częściej bowiem spotyka się sytuacje, kiedy firmy wyławiają jeszcze w szkołach średnich największe talenty, aby później finansować ich naukę, w zamian za gwarancję co najmniej kilkuletniej pracy dla owej firmy. Nie kończy się jednak na takich działaniach. Coraz częściej bowiem duże i bogate firmy sponsorują wyposażenie szkół zawodowych lub przeprowadzenie olimpiad przedmiotowych, czy też tworzą szkoły zawodowe, w których mogliby kształcić swoje przyszłe kadry, a także. Taka chęć współpracy ze strony firm skutkuje też większym otwarciem rządu na wspieranie deficytowych kadrowo gałęzi gospodarki i finansowaniem szkoleń przekwalifikowujących. Ważną rolę w tej dziedzinie mają też organizacje pozarządowe, które często na bardzo wysokim poziomie organizują rozmaite kursy i szkolenia.

Trzeci postulat realizowany jest poprzez upowszechnienie się wśród mieszkańców Polski (zarówno w miastach jak i na wsiach, a także we wszystkich regionach) dążenia do wykształcenia wyższego. Aby to zobrazować warto posłużyć się przykładem porównawczym. Zestawiając zatem liczbę studentów w roku akademickim 1990/91 ich łączna suma wynosiła blisko 400 tys. osób na 112 uczelniach. Cztery lata później liczba ta wynosiła niemal 800 tys. studiujących, pobierających naukę w 179 szkołach wyższych. Dziewięć lat później (2003/04) ilość uczelni wynosiła już ponad 300, zaś liczba studiujących przekroczyła 1,8 mln. Z tego niemal 28 proc. studiowało na uczelniach niepaństwowych.

Czwarty postulat jest jak na razie w naszym społeczeństwie mrzonką. Badania pokazują wciąż niewielki odsetek osób posługujących się płynnie choćby jednym językiem obcym, a co dopiero mówić o trzech. Trudno zresztą się dziwić. Nauka języka, aby była skuteczna musi odbywać się w małych grupach dających szansę na ćwiczeniowo-warsztatowe zajęcia. Język bowiem to przecież praktyka. Cóż z tego więc, iż w polskich liceach istnieje obowiązek uczenia się co najmniej dwóch języków, skoro grupy są przepełnione. Poza tym nie doinwestowane szkoły wyłączone z zasady rynkowej, nie potrafią zaproponować nauczycielom satysfakcjonujących wynagrodzeń, ci więc uczą głównie w szkołach prywatnych. A tam za naukę trzeba słono płacić. Jedyną szansą jest albo finansować sobie naukę samemu (i tak czyni coraz więcej osób pracujących), albo mieć to szczęście, że trafi się do firmy, która inwestuje w swoich pracowników i zapewnia im dodatkową naukę. W tym języków.

Ostatni postulat to kluczowa sprawa. Trudno podnosić efektywność firmy bez inwestowania w sprzęt i infrastrukturę, jednak jak pamiętamy słowa Petera Druckera – to właśnie wiedza, a zatem ludzie są największym kapitałem. Należy więc postępować zgodnie z zasadą nie pomijania żadnego z obu tych czynników. I w tej dziedzinie także widać w Polsce pewien rozwój. Jednak jest to domena wciąż tych, którzy są mądrzy. Bo tak na prawdę nie wystarczy mieć odpowiednie środki. Trzeba także uświadomić sobie wagę inwestowania tych środków w ludzi.

W Polsce największą bolączką studiów wyższych jest jednak wciąż słaba synchronizacja działań i programów edukacyjnych z wymogami rynku pracy. Stąd też jedną z największych potrzeb polskiego systemu edukacji jest wszechstronna dyskusja na temat rynku pracy i bezrobocia w kontekście systemu kształcenia na poszczególnych szczeblach oraz poziomach. Nawet pobieżna analiza danych o bezrobotnych w podziale na grupy zawodowe i wykształcenie ukazuje, jak pilna jest konieczność zsynchronizowania działań i programów edukacyjnych z wymogami rynku pracy. Widać to po rosnącej liczbie absolwentów, którzy po ukończonych studiach mają coraz większe trudności ze znalezieniem pracy. I to nie tylko w wyuczonym zwodzie czy też w zgodzie z nabytymi kompetencjami. Problem jednym słowem jest taki, iż uczelnie wyższe kształcą pracowników dla rynku pracy, którego nie ma.

Inna ważna kwestia to fakt, iż w Polsce wciąż działa przestarzały system kształcenia, w którym dominuje koncentracja na wiedzy encyklopedycznej. I choć przekazywanie takiej wiedzy ma swoje głębokie uzasadnienie, to jednak właściwy model powinien przechodzić od wykładu, poprzez ćwiczenia do projektów, w czasie których następuje praktyczna nauka tego, co rzeczywiście niezbędne. Nic tak nie uczy obycia z zadaniami, jak ich realizacja. Nawet w warunkach laboratoryjnych.

ZAWODY PRZYSZŁOŚCI

Myśląc dziś o tym, co będzie za pięć lat, trzeba umieć być w pewnym sensie futurologiem rynku pracy. Nie jest to jednak łatwe, gdyż zmiany technologiczne dokonują się tak szybko, iż trudno przewidzieć, jakie profesje staną się poszukiwane w ciągu najbliższej dekady. Pewne przewidywania można jednak poczynić. I tak na podstawie raportu sporządzonego przez gdańską firmę DEMON we współpracy z Centralnym Instytutem Ochrony Pracy, a także na podstawie danych z Rządowego Centrum Studiów Strategicznych wyszczególnić można listę obszarów gospodarki i zawodów, które w najbliższej przyszłości osiągną dodatni trend rozwojowy. Wyróżniono wśród nich m.in.:

  • administrator baz danych
  • administrator sieci informatycznej
  • biotechnolog
  • doradcza inwestycyjny
  • doradca podatkowy
  • organizator obsługi turystycznej i usług hotelarskich
  • pilot wycieczek
  • programista
  • rehabilitant
  • specjalista ds. bankowości, kredytów i rachunkowości
  • specjalista ds. eksploatacji morza i dna morskiego
  • specjalista ds. ochrony środowiska
  • specjalista ds. ochrony zdrowia i opieki społecznej
  • specjalista rekreacji ruchowej

Jak widać wyraźnie dominują dwie gałęzie gospodarki: informatyczna i ekonomiczna. To raczej nie dziwi. Mimo bowiem, że osób kształcących się na wymienionych kierunkach przybywa, rynek przekształca się szybciej niż trwa proces kształcenia, a poza tym podlega nieustannym zmianom. Wedle wielu danych tylko w Unii Europejskiej brakuje dziś ponad 1,5 mln specjalistów z obszaru informatycznego. To tłumaczy także dlaczego tak wiele krajów (wielka Brytania, Irlandia) otwiera swoje rynki pracy na emigrantów. Jeśli chodzi o ekonomię, to podkreśla się szczególnie obszar tzw. e-biznesu.

Ostatnią kwestią, jaka coraz śmielej zaczyna dawać znać o sobie jest telepraca. W dobie upowszechnienia się Internetu wydaje się, iż miejsce wykonywania określonego zadania jest bez znaczenia. A chętnych nie brakuje. Według rozmaitych danych w Polsce co trzecia osoba chętnie pracowałaby w domu. W Stanach Zjednoczonych telepraca to około 20% rynku pracy. I warto podkreślić ogromne korzyści: mniejsze nakłady finansowe na utrzymanie miejsca pracy, oszczędność czasu czy choćby zmniejszenie zanieczyszczeń. Biorąc pod uwagę, iż stanowisko telepracownika jest o 30-40% tańsze, ten kierunek rozwoju wydaje się jak najbardziej słuszny.

Rafał Ott

Panel ucznia

Nazwa użytkownika:

Hasło:

Zarejestruj się Zapomniałem hasła...
POWTÓRKA MATURALNA
ponwtśrczwptsobnie
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
       
     12
17181920212223
24252627282930
31      
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
       
Szkoła języków obcych Profi-lingua