—— Dom Tischnera ——

Byłem młody i zbuntowany. Nie zgadzałem się z tym światem. Za to zgadzałem się z Henri Michaux, kiedy pisał: „Kto nie zgadza się z tym światem, nie buduje w nim domu”. I wierzyłem Rilkemu, kiedy pisał: „Kto teraz nie ma domu, już go nie zbuduje”. Tymczasem zbudowałem.

Zbudowałem, bo mimo wszystko zachłannie zgadzałem się ze światem, z życiem, a nie zgadzałem się jedynie z „tym” światem i z „takim” życiem. Michaux nie do końca miał rację. Kto nie zgadza się z „tym” światem, winien właśnie budować dom, ale nie tyle w „tym” świecie, ile właśnie dla lepszego świata, winien budować dom, z którego wychodząc dopiero się świat tworzy. Świat bowiem tworzony jest przez ludzi, którzy przychodzą doń ze swoich domów i którzy wnoszą do niego to, co z domu wyniosą.

Człowiek nie przychodzi „na świat”. Człowiek przychodzi „w dom” i dopiero z domu wychodzi do świata. Dom jest wcześniejszy od świata i jest warunkiem wychodzenia ku niemu. To Levinas zerwał z dialektycznym przeciwstawianiem sobie domu i świata, wedle którego dom i świat wzajem się warunkują. Tymczasem tu nie ma równowagi. Dom jest początkiem, dom jest ośrodkiem. „Dom jest miejscem skrytych narodzin świata”[1]. Dom zatem nie ma uprzedniego miejsca w świecie. Dom dopiero sprawia, że świat ma miejsce. To dom porządkuje dopiero świat, i to nie tylko przestrzennie, to jego ściany nadają dopiero światu i jego drogom kierunki.

Jednakże dom dzieciństwa, dom, z którego wychodzimy do świata, jest domem nieuchronnie i bezpowrotnie traconym, nie możemy doń powrócić. Doświadczenie utraty domu nie jest jednak jedynie nieszczęsną koleją losu, lecz jest ono udzielonym nam pouczeniem. Utrata owa uświadamia nam zadanie. Dom bowiem okazuje się nie być raz na zawsze daną mi posiadłością. Nie mam domu jako mienia, lecz jako zadanie i to zadanie wymagające stałej kontynuacji. Jeśli więc rozumiemy, że człowiek niezadomowiony, hotelowy nomada, musi paść ofiarą „tego” świata (co dziś najczęściej oznacza, że musi stać się pastwą furii konsumpcji), bowiem nie będzie w tym człowieku niczego wystarczająco stałego, by nie można go było w całości podmienić, i jeśli wobec tego rozumiemy, że trzeba dom budować, to musimy jeszcze zrozumieć, co dom ten konstytuuje, co wiąże jego ściany. Otóż, zaprawą wiążącą cegły domu jest więź międzyludzka, więź wiążąca mężczyznę i kobietę, i ich dziecko. Więc: „Nie mów, że dom nasz, żono, budować trzeba z cegły /…/: Dom nasz, to miłość nasza”.[2]

Dom przeto to nie budynek, ani gromadzone w nim sprzęty. Budynki, w których znajdowały miejsca domy naszego dzieciństwa, często nadal jeszcze istnieją, ale nie mamy już w nich swego domu. I bynajmniej nie tylko dlatego, że tam nie mieszkamy. Fundamentem domu jest kobieta, jego drzwiami, jego otwartością – jej gościnność, oknami – sposób, w jaki dziecku ukazuje się z jego perspektywy świat, zaś dachem – to, czym rodzice osłaniają je od strony nieba, jak dachem oka jest powieka. Levinas pisał: „Kobieta stanowi warunek skupienia, wewnętrzności Domu i zamieszkiwania”[3]. Dobrze o tym wiedział Tischner. „Samotny mężczyzna – czytamy w Filozofii dramatu – nie posiada domu”[4]. Czy więc Tischner, przyszedłszy do świata z domu swego dzieciństwa, kiedy go już utracił, stał się bezdomny? Czy Tischner nie zbudował domu i przeto domu nie miał? Czy miejsca, w których mieszkał, owe „służbówki”, były jedynie celą czy nawet kryjówką niezadomowionego?

Kto buduje dom, buduje świat. Kto jednak buduje dom-warownię, ten chce izolować się od świata bądź nad nim dominować, ale – twierdzi Tischner – „To już nie jest dom, to jest ostrzeżenie i groźba”[5]. Kto zaś domu nie buduje i mieszka w świecie, niechybnie żyje w rozproszeniu. Trudno o lepszy obraz rozpaczliwego rozproszenia i przeto braku domu niż świat hoteli. Ich ekskluzywność ma niejako maskować i zarazem rekompensować brak uczucia. Jednakże chłód hotelowego blichtru jest wyrazem jego bezradności, a zawodowo skalkulowana uprzejmość hotelowej obsługi wyrazem jego obojętności. Czy wobec tego Tischner był kimś, kogo spotykaliśmy w przestrzeni pomiędzy hotelem a służbową celą?

Immanuel Kant również przypisywał istotną rolę domowi. Dom miałby chronić nas od „grozy nicości, nocy, wszelkich mroków”, miałby przeciwstawiać się „ucieczce, stracie, nieobecności”, bowiem „tworzy swój wewnętrzny porządek”. Tak tedy człowiek „bez rodziny i domu” musi budzić „niepokój o to, że błądzi”. O takim „człowieku znikąd” Kant nie waha się nawet twierdzić, iż „jest potencjalnym przestępcą”[6]. Czy jednak sam Kant nie był człowiekiem „bez rodziny i domu”? Tischner pisał: „Człowiek nie może zadomowić się w samotności. Samotni budują cele, inni wznoszą kryjówki. Zadomowienie jest owocem kobiecej i męskiej wzajemności. /…/. Naturalnym owocem wzajemności jest dziecko. Dziecko zwieńcza sens domu”[7]. Zostawmy Kanta. Gdzie jednak wobec tego zamieszkiwał Tischner? Dokąd powracał ze świata? Czy był owym samotnym duchem tułającym się po świecie rozproszenia? Otto Friedrich Bollnow, który również rozumiał, iż budowanie domu istotowo określa człowieka, uważał, iż człowiek może owocnie wypełniać swoją misję w świecie, „tylko wówczas, gdy w swoim domu znalazł osłaniającą przystań”[8]. A tu tymczasem „mrok na schodach, pustka w domu”.

Wypytując o dom, który miałby budować Tischner (bądź co bądź „stolarz”), natrafiłem na postać siostry zakonnej, równie jak on bezdomnej. Pisała: „Miłość zaczyna się w domu; miłość żyje w domach”. Toteż: „i w domu zaczyna się rozpad pokoju świata”. Jeśli więc: „tak mało jest miłości w naszych domach” i jeśli to miłość jest sklepieniem domu, to czy nasze domy są jeszcze domami? Pisała też: „Jeśli mamy kochać, jeśli mamy przywrócić życiu miłość, to powinniśmy zaczynać od własnego domu”[9]. Co to jednak ma znaczyć, jeśli w domu nie ma nikogo, jeśli nikt tam na nas nie czeka, czyli jeśli domu nie ma, a jest co najwyżej kryjówka i wspomnienie utraconego domu dzieciństwa? Zapewne i pamięć o domu może być domem, ale pamiętać, to nie budować. Tischner pisał: „Budować dom znaczy: zadomowić się. Człowiek nie może zadomowić się w samotności”[10]. I powtórzę raz jeszcze: „Samotny mężczyzna nie posiada domu”. Co to więc znaczy: nie zadomowić się, nie być zadomowionym?

Biorę plan Krakowa i szukam domu Tischnera. Niektórzy myślą, że jak ksiądz, to mieszkać musiał na plebani. Bardziej jednak wnikliwi rozumieją, iż współczesny ksiądz musi mieszkać „nigdzie”. Gdzie to może być? Skorzystam ze wskazówek Heideggera i wskazówek Levinasa.

Heidegger pisze, iż sposobem, w jaki człowiek jest na Ziemi, jest zamieszkiwanie. „Być człowiekiem znaczy: być na Ziemi jako śmiertelny, znaczy: mieszkać. /…/ człowiek jest, o ile mieszka”[11]. Ale, oczywiście, zamieszkiwanie nie polega na posiadaniu mieszkania i przebywaniu w nim. W zamieszkiwaniu, które jest „podstawowym rysem bycia, zgodnie z którym bytują śmiertelni”[12], nie idzie o „zajmowanie jakiegoś pomieszczenia”[13]. „Człowiek mieszka, o ile buduje”[14], przeto „do zamieszkiwania docieramy dopiero poprzez budowanie”[15]. Człowiek – czytamy w eseju „… poetycko mieszka człowiek …” – „nie mieszka, gdy tylko urządza swój pobyt na ziemi pod niebem, /…/. Właściwe budowanie zachodzi, o ile są poeci – tacy, którzy biorą miarę dla architektoniki, dla struktury budowy zamieszkiwania”[16]. Heidegger przypuszcza, iż „mieszkamy zupełnie niepoetycko”, tymczasem to „poezja buduje istotę zamieszkiwania”[17]. Dlatego też „właściwa bieda zamieszkiwania nie polega w pierwszym rzędzie na braku mieszkań, /…/. Właściwa bieda zamieszkiwania polega na tym, że śmiertelni dopiero szukają od nowa istoty zamieszkiwania, /…/. Dokonują tego, gdy budują na gruncie zamieszkiwania i myślą na rzecz zamieszkiwania”[18]. A myślą na rzecz zamieszkiwania, kiedy „myślą bycie”. Takie myślenie staje się mową, bowiem „bycie istoczy się w słowie. Mowa jest – twierdzi tedy Heidegger – obwodem (templum), tzn. domem bycia. /…/, zatem do bytu docieramy nieustannie przechodząc przez ten dom”[19]. Oto jak Tischner tłumaczy słowa Heideggera: „W domostwie mowy mieszka człowiek. Stróżami tego domostwa są myśliciele i poeci. Ich stróżowanie polega na tym, że dopełniają jawności bycia”[20]. Toteż idąc do „naszego domu”, zawsze już idziemy poprzez słowo „dom”, poprzez to, co słowo to nam ujawnia. Właściwą zaś miarę dla słowa znajdują poeci. Dlatego: „Gdy wydarza się to, co poetyckie, wtedy człowiek po ludzku mieszka na tej ziemi”[21], wtedy ludzkie życie jest „życiem, które mieszka”[22], wtedy budowanie (starogórnoniemieckie buan) jest ostawaniem się, bowiem „co się ostaje, ustanawiają poeci”[23]. Tischner nie był poetą, ani pasterzem poetów, ale był myślicielem, który „myślał na rzecz zamieszkiwania”, który strzegł słowa, słowa, w którym istoczy się bycie, jawność bycia. Oto więc pierwszy adres Tischnera: stróżówka przy domu bycia, którym jest słowo, mowa.

Wedle Levinasa dom jest pierwszą własnością, jest „warunkiem wszelkiej własności” i jako taki „umożliwia życie wewnętrzne”[24]. Dopiero założone domostwo przyznaje oddzielonemu człowiekowi eksterytorialność, dopiero w domu „Ja jest u siebie”[25]. Takie Ja istnieje, posiada i pracuje tylko dzięki domu. „Szczególna rola domu nie polega na tym – sądzi Levinas – że jest on celem ludzkiej aktywności, ale na tym, że jest jej warunkiem i w tym sensie początkiem”[26]. Tak tedy „domostwo, zamieszkiwanie należą do istoty – do egoizmu – Ja”[27]. Nawet podmiot kontemplujący świat zakłada już „wydarzenie domostwa, wycofanie się z żywiołów, skupienie się w intymności domu”[28]. Skupienie to, będące według Levinasa warunkiem Ja, możliwe jest jedynie dzięki schronieniu, jakiego udziela intymność domostwa. Jednakże „skupienie wymaga przyjęcia innego człowieka”[29]. Tym Innym jest kobieta. Relacja Ja-Ty jest relacją z innością kobiety[30]. Tak tedy dom konstytuują „słodycz i ciepło intymności”, a konkretniej „słodycz twarzy kobiety, dzięki której byt oddzielony może się skupić i dzięki której mieszka”[31]. Dlatego – twierdzi Levinas – „zamieszkiwanie i intymność domostwa, /…/, zakładają już pierwotne objawienie Innego”[32]. To objawiająca się w jego twarzy nieskończoność „umożliwia intymność domu”[33] i od tej pory „istnieć znaczy przebywać, mieszkać”[34].

Dom, stanowiąc podstawę przywłaszczania, sam nie jest jednak własnością właściciela, jak własnością jego stają się wypełniające go sprzęty. „Dom jest własny – przekonuje Levinas – ponieważ dla właściciela jest zawsze gościnny”[35]. O tej gościnności domu rozstrzyga ktoś, „kto przyjmuje w najwłaściwszym sensie, kto jest gościnnością w sobie – kobieta, a raczej kobiecość sama”[36]. Tak więc zbudowanie domu jest możliwe dzięki relacji z Innym, dzięki otwarciu się dla Innego, dzięki gościnności. Natomiast możliwość zamienienia domu w warownię czy w kryjówkę to „możliwość zapomnienia o transcendencji Innego – możliwość bezkarnego pozbawienia domu wszelkiej gościnności (to znaczy wszelkiej mowy), wypędzenia transcendentnej relacji”[37].

Gdzie zatem mieszkał Tischner? Gdzie „słodycz twarzy kobiety” konstytuowała intymność jego domostwa? Gdzie przyjmował? Gdzie objawiał swą gościnność? A nade wszystko, gdzie „dziecko zwieńczało sens jego domu”? Czy rzeczywiście „nigdzie”? Po pierwsze: „empiryczna nieobecność w domostwie istoty ludzkiej ‘płci żeńskiej’ – tłumaczy Levinas – niczego nie zmienia w wymiarze kobiecości, który otwiera się w domostwie jako sama jego gościnność”[38]. Po drugie, również „wybór czystości” może budować dom. Jeżeli etapy budowania domostwa określane są przez „nadzieję przekazania życia”, jeżeli w pewnym momencie tego budowania „wyłania się kategoryczny imperatyw: dom potrzebuje życia, trzeba stworzyć życie”, to dobrowolny „wybór czystości”, będąc rezygnacją z nadziei na przekazanie życia sensu stricto, może być podjęciem nadziei – jak to nazywa Tischner – „wyższego rzędu”[39]. Właściwe wybraniu czystości szczególne „widzenie” drugiego człowieka – pisze Tischner – „pod niejednym względem przypomina ‘widzenie matki’ lub ‘widzenie ojca’ skierowane na dziecko”[40]. Czystość służy życiu, przekazywaniu życia, otwierając na nową przestrzeń obcowania z drugim człowiekiem, przestrzeń głębszych wartości, głębszego sensu. „Ona także buduje dom, jest wierna, cierpliwa, mądra. Ona także potrafi umrzeć, aby inni żyli, zmartwychwstawali”[41].

Tak więc, choć adres domu Tischnera trudno znaleźć na mapie, to jednak nie trudno zidentyfikować podstawowe jego wyposażenie, które służyło istocie tego domu, to znaczy właściwemu mu przyjmowaniu. Należą do niego w pierwszym rzędzie słuchalnica i mównica, czyli konfesjonał i ambona, ale również biblioteka i uniwersytecka katedra. Jeśli ten dom był kościołem, to i tu przecież następowało zapłodnienie. To tu przychodziły dzieci Tischnera i czuły się „u siebie”[42]. Jeśli ten dom był uniwersytetem, to i tu zaopatrywano młodzieńca na drogę, w którą wyruszał, opuszczając przytulisko dzięcięcego egoizmu.

Dom Tischnera nie jest zatem zbudowany przy którejś z ulic, ale nie jest też zbudowany „w przestworzach”, lecz w naszych sercach. To my, dzieci Tischnera, jesteśmy „zwieńczeniem sensu domu”, który on budował. I to z komnat tego domu wychodzimy w świat. Tischner jednak zabrał już kołyskę, winniśmy stać się samodzielni. Poza tym dom jest kruchy, również dom Tischnera poddany jest upływowi czasu i również on zostanie przez nas – jako dom naszego filozoficznego dzieciństwa – utracony. Jednak to z tego domu pochodzimy, ten dom ciągle jeszcze odwiedzamy i od nas zależy, czy on szybko opustoszeje, czy też nie.

Przypisy:

[1] E. Levinas, Całość i nieskończoność. Esej o zewnętrzności, tłum. M. Kowalska, PWN Warszawa 1998, s. 179; por. też: „Domostwo nie leży w świecie obiektywnym, to świat obiektywny określa się względem domostwa” (tamże, s. 174).
[2] To dwa pierwsze i ostatni wers wiersza „Nasz dom” Feliksa Kantyki, ludowego poety z Żywiecczyzny, zacytowanego przez ks. Kazimierza Bukowskiego, w jego tekście W co wierzę?, który opublikowany został wspólnie z tekstem Tischnera Jak żyć? (K. Bukowski, J. Tischner, W co wierzę? Jak żyć?, Księgarnia Św. Jacka, Katowice 1984, s. 107-108).
[3] E. Levinas, Całość i nieskończoność, wyd. cyt., s. 177.
[4] J. Tischner, Filozofia dramatu, Wydawnictwo Znak, Kraków 1998, s. 228.
[5] Tamże, s. 240.
[6] Por. B. Edelman, La Maison de Kant, Payot, Paris 1984, s. 25-26. Wszystkie przytoczenia za: Historia życia prywatnego, t. 4, Od rewolucji francuskiej do I wojny światowej, red. M. Perrot, tłum. A. Paderewska-Gryza i inni, Ossolineum, Wrocław 1999, s. 314.
[7] J. Tischner, Filozofia dramatu, wyd. cyt., s. 228-229.
[8] O. F. Bollnow, Rozum a siły irracjonalne, tłum. M. Pulkowska, Miesięcznik „Znak”, 1979, nr 11 (305), s. 1197.
[9] Matka Teresa z Kalkuty, Droga miłości, tłum. S. Zalewski, PAX, Warszawa 1985, s. 11.
[10] J. Tischner, Filozofia dramatu, wyd. cyt., s. 228.
[11] M. Heidegger, Budować mieszkać myśleć, w: tenże, Odczyty i rozprawy, tłum. J. Mizera, s. 129.
[12] Por. tamże, s. 142.
[13] Por. M. Heidegger, „… poetycko mieszka człowiek …”, w: tenże, Odczyty i rozprawy, wyd. cyt., s. 167.
[14] Tamże, s. 179.
[15] M. Heidegger, Budować mieszkać myśleć,wyd. cyt., s. 127.
[16] M. Heidegger, „… poetycko mieszka człowiek …”, wyd. cyt., s. 179.
[17] Tamże.
[18] M. Heidegger, Budować mieszkać myśleć,
wyd. cyt., s. 143.
[19] M. Heidegger, Cóż po poecie?, tłum. K. Wolicki, w: tenże, Drogi lasu, Aletheia, Warszawa 1997, s. 251.
[20] M. Heidegger, List o „humanizmie”, tłum. J. Tischner, w: tenże, Znaki drogi, Spacja, Warszawa 1999, s. 271.
[21] M. Heidegger, „… poetycko mieszka człowiek …”, wyd. cyt., s. 181.
[22] F. Hölderlin, Widok, cytuję za: M. Heidegger, „… poetycko mieszka człowiek …”, wyd. cyt., s. 181.
[23] F. Hölderlin, Wspomnienie, w: tenże, Co się ostaje, ustanawiają poeci. Wiersze wybrane, tłum. A. Libera, Wydawnictwo Znak, Kraków 2003, s. 229.
[24] Por. E. Levinas, Całość i nieskończoność,wyd. cyt., s. 147.
[25] Tamże.
[26] Tamże, s. 174.
[27] Tamże, s. 162.
[28] Tamże, s. 175.
[29] Tamże, s. 177.
[30] Por. tamże, s. 177-178.
[31] Tamże, s. 172.
[32] Tamże, s. 172-173.
[33] Por. tamże.
[34] Por. tamże, s. 178.
[35] Tamże, s. 180.
[36] Tamże.
[37] Tamże, s. 201.
[38] Tamże, s. 180-181.
[39] Wszystkie przytoczenia: J. Tischner, Etyka wartości i nadziei, w: D. Hildebrand, J. A. Kłoczowski, J. Paściak, J. Tischner, Wobec wartości, „W drodze”, Poznań 1982, s. 126-130.
[40] Tamże, s. 130.
[41] Tamże.
[42] Por.: „Dla Tischnera bardzo ważne było, aby dzieci czuły się w kościele u siebie” (W. Bonowicz, Tischner, Wydawnictwo Znak, Kraków 2001, s. 261).

Panel ucznia

Nazwa użytkownika:

Hasło:

Zarejestruj się Zapomniałem hasła...
POWTÓRKA MATURALNA
ponwtśrczwptsobnie
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
       
     12
17181920212223
24252627282930
31      
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
       
Szkoła języków obcych Profi-lingua