— Bezpłatna szkoła publiczna? Wolne żarty. Nie ma takiej. —

Czy należy obawiać się zmian w systemie finansowania szkolnictwa i wprowadzenia płatnej edukacji? Z pewnością niektórzy się tego obawiają. Ale w rzeczywistości taka edukacja już istnieje, tylko nikt z polityków tego nie mówi głośno. Około połowy uczniów w Polsce płaci za dodatkowe zajęcia – pisze Newsweek.

W ostatnich latach (w zasadzie od początku lat 90-ych) kolejne roczniki czy wręcz pokolenia młodych Polaków wykazują pęd do wiedzy. „Tyle że nie tej przekazywanej w publicznej szkole, która w systemie edukacji schodzi na coraz dalszy plan. Z prywatnego douczania, wyrastającego na podstawowe źródło wiedzy, korzysta już przynajmniej połowa z ponad sześciu milionów Polaków w wieku do 18 lat, a w dużych miastach wskaźnik ten sięga nawet 80-90 proc. Na korepetycje dla dzieci, szlachetnie zwane prywatną nauką, rodzice wydają rocznie 6-10 mld zł, czyli tyle, co na ich ubranie i buty. To równowartość 25-30 proc. budżetu państwa na oświatę. Drugi filar edukacyjny jest coraz grubszy i zachodzą w nim procesy jak na każdym wielkim, lecz rozdrobnionym rynku – legalizacji i konsolidacji, a wygrywają najbardziej profesjonalni i innowacyjni” – pisze Newsweek.

Znamienna jest sytuacja największego w Warszawie korepetytora – Jarosława Sikory – który jest właścicielem jednej z największych firm (Kursu Sikory), przygotowujących maturzystów do egzaminu maturalnego. „Przed 15 laty Jarosław Sikora, doktor nauk medycznych ze specjalizacją z interny, trochę z przypadku zaczął prowadzić kursy dla kandydatów na studentów akademii medycznej. Dziś na praktykę w zawodzie ma mało czasu, bo jego szkoła co roku przygotowuje do matury około 600 licealistów, głównie wybierających się na medycynę. Zależnie od długości kursu każdy z nich płaci od 1,6 do 4,2 tys. zł. A skoro płaci, to i wymaga: nie ma mowy o spóźnieniu wykładowcy, niedokończeniu lekcji czy nagłych zmianach w programie. – Ten biznes rozrósł się tak, że nie da się go już prowadzić po godzinach – mówi Sikora”, a za nim Newsweek.

Ta sytuacja wygląda znamiennie na tle zapisu konstytucyjnego o tym, iż „nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna”. Polska „szkoła, notorycznie niedoinwestowana i wstrząsana raz po raz reformatorskimi pomysłami, nie nadąża za codziennością zglobalizowanego świata, w którym przepustką do sukcesu jest wiedza. W przeładowanych klasach nie sposób efektywnie uczyć języków obcych, nauczyciele zarabiają gorzej od robotników na budowie, a programy nauczania od lat przeładowane są teorią. Uczniowie i rodzice z konieczności szukają więc pomocy poza szkołą. A skoro jest popyt, musi być też podaż. – Rodzi się coś, o czym kilka lat temu nikt nawet nie myślał, czyli profesjonalny sektor pozaszkolnych usług edukacyjnych – (…) to już nie tylko zajęcia dla uczniów nienadążających za szkolnym programem, ale niemal drugi filar oświaty, uzupełniający to, czego nie uczy szkoła” – ujmuje wymownie sytuację Newsweek.

Wedle opinii Moniki Karkosik, nauczycielki, a równocześnie właścicielki firmy edukacyjnej 1 Academy z podwarszawskich Michałowic, na szeroko rozumiane korepetycje uczęszcza około 90 proc. uczniów – mówi. Podejście jakie prezentuje firma pani Moniki to nowe zjawisko na rynku. Wychodząc z szarej strefy i profesjonalizując swoje działania, zatrudnia na umowę zlecenie niemal 30 nauczycieli i odprowadza podatki. Firma posiada swój budynek, jednak jeśli jest taka potrzeba prowadzi także zajęcia w domu. Kiedy firma zaczynała swoją działalność w 2001 roku posiadała 30 podopiecznych. Obecnie ma ich ponad 300, skupiając się w przeważającej części na dzieciach ze szkół podstawowych i młodzieży gimnazjalnej. Skupiają zatem tylu uczniów, co sporych rozmiarów szkoła publiczna. Różnica jakościowa jest jednak zasadnicza – zajęcia odbywają się bowiem maksymalnie w sześcioosobowych grupach, spora zaś ich część to zajęcia indywidualne. Najważniejszą kwestią jest jednak to, iż zajęcia w firmie 1 Academy prowadzone są tak, jak oczekują tego uczniowie i ich rodzice. Dla przykładu uczniowie zdolniejsi, którzy potrafią uczyć się sami przychodzą wyłącznie w celu rozwiązywania testów.

Na rynku dodatkowych zajęć niemal wszystko zaczyna wyglądać inaczej niż do  tej pory. A pomysły czasami bywają zaskakujące – jak choćby ten zrealizowany przez Macieja Gryszkę i Macieja Jaszczyka. Wyszli z założenia, iż przy liczbie około 14 tysięcy podmiotów (osób i firm) udzielających w Warszawie korepetycji, założą Pogotowie Naukowe – firmę, która zajmuje się legalizowaniem działań uznanych korepetytorów, chcących wyjść z szarej strefy. Pogotowie Naukowe załatwia za nich wszystkie formalności, realizuje działania marketingowe, realizuje sprawy podatkowe. W zamian za to otrzymuje określoną prowizję.

Jak podkreślają jednak znawcy tematu wytrwać na rynku nie jest łatwo, gdyż konkurencja w tej branży ogromnie się rozrosła. „Przybywa bowiem studentów, którzy swoje usługi oferują na czarno i za grosze. Dlatego duże firmy koncentrują się na wielomiesięcznych kursach przygotowujących do egzaminów. Tu, w przeciwieństwie do doraźnej pomocy, klienci bardziej zwracają uwagę na kompetencje i doświadczenie prowadzącego. Przez kursy w firmie Marka przewija się rocznie 500-800 uczniów dojeżdżających tu nawet ponad 100 km. Każdy za godzinę lekcyjną płaci 11-12 zł w zależności od liczby wykupionych zajęć” – pokazuje sytuację Newsweek. Sama firma współpracuje z 30 nauczycielami, a także z młodymi pracownikami naukowymi uniwersytetu. Zauważana w niej tendencję (którą potwierdzają także inni), iż następuje „stopniowe obniżanie się wieku podopiecznych. Zaczęło się po reformie oświatowej z 1999 roku, która z podstawówki wyodrębniła gimnazjum. Pierwszy test kompetencyjny zdają dziś już uczniowie szóstej klasy podstawówki. Rodzice o wiele wcześniej zaczynają więc myśleć o tym, jak zwiększyć szanse dzieci w walce o miejsce na dobrej uczelni, do której droga wiedzie przez dobre gimnazjum i renomowane liceum” – wyjaśnia przyczyny takiej sytuacji Newsweek. Sytuacja o tyle jest zaskakująca, że coraz częściej rodzice posyłając dziecko do szkoły publicznej, równocześnie opłaca mu równoległe zajęcia dodatkowe. Rodzice tłumaczą to tym, że im wcześniej rozpocznie się taka współpraca z osobistym opiekunem, tym mniej zapłaci się w okresie przedegzaminacyjnym (gimnazjum, liceum), a i rozwój dziecka będzie równomierny.

Wychodzi jednak na to, iż „rodzice mają podstawy, by nie wierzyć, że sama szkoła wystarczy do należytego przygotowania do ważnych egzaminów, zwłaszcza matury. Pedagodzy od lat bowiem podnoszą, że system kształcenia w Polsce jest przeładowany informacjami i brak w nim już czasu i miejsca na nauczenie, jak się tą wiedzą posługiwać w praktyce. – Uczniowie latami wkuwają np. gramatykę, ale kiedy na maturze trzeba odróżnić zdanie twierdzące od przypuszczającego, większość nie potrafi sobie z tym poradzić – mówi prof. Elżbieta Putkiewicz, dziekan Wydziału Pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego. – Dobrze skrojony kurs przygotowawczy może te luki szybko uzupełnić, bo podczas prywatnych lekcji nauka jest o wiele skuteczniejsza niż w szkole, gdyż wykładowcy zajmują się tylko tym, czego najbardziej brakuje uczniom. Zwykle więc ćwiczy się to, co może pojawić się na egzaminie, jak testy czy eseje, oraz zwraca uwagę na zagadnienia, na które wyczuleni są egzaminatorzy.” – opisuje sytuację tygodnik.

Patrząc się na te wszystkie okoliczności i fakty, wyraźnie można dostrzec, iż zarówno rodzice jak i uczniowie zmieniają swój stosunek do zajęć dodatkowych. „Korepetycje, które kilkanaście lat temu nie były tytułem do chwały, dziś stają się takim samym produktem, jak markowe ciuchy czy samochód. Im bardziej luksusowe, tym lepiej. – Jeśli są prowadzone przez sensownych ludzi, są powodem do dumy i wielu moich znajomych nawet się nimi chwali – mówi Mateusz Bornsztajn, uczeń stołecznego liceum Mikołaja Kopernika. (…) Dynamika wielkiego rynku sprawia, że zaczynają zachodzić procesy podobne do tych, jakie widzimy w masowych usługach, czy przemyśle. Na przykład korepetytorom-menedżerom marzy się już konsolidacja, która zwielokrotniłaby zyski z tak obiecującego, choć rozdrobnionego rynku. Większość firm świadczących takie usługi nie zdobyła renomy sięgającej poza rogatki rodzinnego miasta, ale ich właściciele liczą, że to się zmieni. Mariusz Marchewka, twórca zielonogórskiej szkoły Strefa Kompetencji, niebawem otworzy filię w Poznaniu. – Do września będziemy w każdym większym mieście zachodniej Polski – zapewnia. Z kolei Marek Urban z warszawskiej Marki, dostrzegając siłę Internetu, stawia na kursy przygotowawcze w sieci, chcąc tanim kosztem zaistnieć w całej Polsce.” – tak bieżącą sytuację przedstawia Newsweek.

Jak będzie wyglądała przyszłość? W sytuacji, gdy oświata publiczna stale jest niedoinwestowania  przepełniona, rozwój tego rynku będzie wciąż postępował. Może nawet dojść do sytuacji, „kiedy prywatne szkoły zaoferują najlepszym nauczycielom warunki pracy i pensje nieosiągalne w budżetówce, zacznie się odpływ kadry – przewiduje prof. Koseła. Wtedy państwowy system oświaty rozleci się i wreszcie powiedzenie „obyś cudze dzieci uczył” przestanie mieć negatywny wydźwięk.”

Artykuł źródłowy – Tygodnik Newsweek

Panel ucznia

Nazwa użytkownika:

Hasło:

Zarejestruj się Zapomniałem hasła...
POWTÓRKA MATURALNA
ponwtśrczwptsobnie
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
       
     12
17181920212223
24252627282930
31      
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  
       
Szkoła języków obcych Profi-lingua